Z cyklu "Moje dwa i pół grosza" O co chodzi w tym proteście? Giżycko bez piłki nożnej?

kpina_wina_transparent„W Giżycku pieniądze na sport – kpina, Mamry pytają kogo to wina?” – takiej treści transparent zawisł na giżyckim stadionie w miniony weekend. Dodatkowo zawodnicy wyszli na boisko z 10-minutowym opóźnieniem ubrani w koszuli z napisem „Nie dajmy zniszczyć Mamr”. Wszystko to w odpowiedzi na podział dotacji na sport. Protest, co zrozumiałe i chyba zamierzone – wywołał lawinę komentarzy i uruchomił dyskusję, czasem dość emocjonalną. Czy piłkarze mają rację? O co w ogóle chodzi?

Oczywiście chodzi o pieniądze, bo bez nich w dzisiejszych czasach nie sposób na dłuższą metę funkcjonować. I od nich zacznijmy…

Finansowanie sportu w Giżycku

Po ostatnich manewrach w finansowaniu można było odnieść wrażenie, że pieniędzy na sport w Giżycku jest coraz więcej. Granty, dotacje, nadwyżka budżetowa… A jak jest naprawdę?
Weźmy na przykład 2008 rok, kiedy na giżycki sport przeznaczono ponad 400 000 zł, a w 2014 zaplanowano… 250 000 zł. Realnie to prawdopodobnie co najmniej dwukrotnie mniej. Czy to postęp? Nie sądzę…

I choć sami piłkarze podkreślają, że problem jest głębszy niż tylko w temacie futbolu, zajmijmy się na początek tą dyscypliną. Piłka nożna została uznana bowiem przez Radę Miejską za jeden ze sportów wiodących. Zresztą nawet pomimo kiepskiej postawy naszej drużyny narodowej czy klubów w europejskich pucharach trudno nie odnieść wrażenia, że ciągle jest to najpopularniejsza dyscyplina w kraju. To zapewne głównie z powodu jej masowości (w Polsce regularne rozgrywki odbywają się na 9 szczeblach – od C-klasy do Ekstraklasy, w każdej z drużyn co najmniej po kilkunastu zawodników). Czy uprawiający sport wiodący i narodowy mają prawo oczekiwać dobrego traktowania?

Oczywiście żadne licytacje, która dyscyplina jest ważniejsza nie mają większego sensu. Każda dyscyplina jest ważna, bo każdy sport kształtuje charakter, uczy pokory, odpowiedzialności i przyjmowania porażek z honorem. Sprawy zdrowotne i profilaktyki patologii społecznych w ogóle pomijam, bo – jak mawiał klasyk – to oczywista oczywistość. Rzecz nawet nie idzie tu o Mamry. To sprawa istnienia piłki nożnej w Giżycku w ogóle; gdyż innego klubu piłkarskiego u nas po prostu nie ma.

Wróćmy do przyznanej kwoty. Zastrzegam, że na ten temat nie rozmawiałem z Zarządem Klubu, a ocena polegać będzie wyłącznie na moim osobistym doświadczeniu. 35 tysięcy to rzeczywiście kwota niemała, ale i jednocześnie symboliczna… Trzeba ją bowiem odnieść do innych miejskich wydatków (niektóre media zestawiają to z np. 105 000 zł na utrzymanie kładki) i… potrzeb. Piłka nożna jest dyscypliną drużynową, potrzeba zatem ok. 20 zawodników, aby uwzględniając wszelkie wypadki (kartki, kontuzje, zdarzenia losowe i zawodowe) zapewnić stałą kadrę na cały sezon. Kibice oczekują wyników – to zrozumiałe. Czyli tych 20 zawodników musi prezentować odpowiedni poziom. Muszą trenować, doskonalić umiejętności; wariant z zawodnikami „z ulicy” nie sprawdzi się. Kibice oczekują zwycięstw i awansów – ale czym wyższa liga, tym wyższe koszty. Dla przykładu: grając „tylko” w IV lidze – czyli niejako na „środkowym” szczeblu rozgrywkowym, trzeba zorganizować wyjazdy dla 20-osobowej grupy np. do Elbląga (ok. 200 km), Wikielca (ok. 180 km) i Braniewa (ok. 170 km). Transport, to zdecydowanie największe obciążenie. Mecze na własnym boisku to z kolei koszty sędziów, opieki medycznej, zawodowej ochrony… a nawet wynajęcia stadionu. Wpływy z biletów nie mają szansy pokryć tych wydatków, a miesięcznie rozgrywa się 4-5 meczów.

Baza treningowa. Stadion.

stadion_7No właśnie: stadion. W komentarzach pojawiają się argumenty typu: „Niech pokażą, że potrafią grać, to może zasłużą na lepszy stadion”. Uważam, że kolejność powinna być dokładnie odwrotna. Jakie szanse mają, by pokazać, że umieją, skoro nie mają bazy do treningu i nie mając normalnej areny, na której mogą swoje umiejętności zaprezentować? Zresztą nie tylko ja jestem podobnego zdania. Ostatnio nasz bodajże najlepszy tenisista – Jerzy Janowicz (ten sam, którego mecze lubi oglądać zastępca burmistrza) stwierdził: „Trenujemy po szopach, a wy macie oczekiwania”. Ostro powiedziane, ale coś w tym jest… i powinno dać do myślenia.

Kiedyś posłużyłem się przykładem skoczków narciarskich. Ciekawe jakie miejsca by obecnie zajmowali trenując skoki z wersalki. Na szczęście dla tej dyscypliny po fenomenie A. Małysza dużo zrobiono, by wykształcić następców naszego mistrza. Jak to ma się do giżyckich realiów? Ano jest pewna analogia… Zauważyłem, że lubimy się chwalić osiągnięciami giżycczan. Przypominam zatem, że wielu z nich całkiem niedawno biegało po naszych boiskach reprezentując barwy Mamr; że wymienię tylko kilku: Łukasz Broź (Widzew Łódź, Legia Warszawa), Marcin Budziński (Arka Gdynia, Cracovia Kraków), Paweł Drażba (Jagiellonia Białystok), Damian Skołorzyński (Wisła Kraków, Termalica Bruk-Bet Nieciecza), Mateusz Broź (m.in. Wisła Kraków, Widzew Łódź, Motor Lublin), Piotr Żemło (Wisła Kraków). Czy to niewystarczająca rekomendacja, aby zauważyć osiągnięcia wychowanków klubu? Jakie szanse na podobne kariery będą mieli młodzi adepci, którzy obecnie trenują w dwóch giżyckich szkółkach piłkarskich, po upadku jedynego klubu piłkarskiego w mieście? Co zrobiono, aby zapewnić możliwość kontynuacji ich rozwoju?

Kim w ogóle są sportowcy?

Sportowcy są ambasadorami Giżycka. Nie ważne: żeglarze, łyżwiarze, pływacy, hokeiści, piłkarze, kolarze, saneczkarze czy baseballiści. Reprezentując barwy miasta – reprezentują nas. I chociażby z tego powodu powinniśmy przywiązywać szczególną wagę do Ich wizerunku. Swojego czasu Pan Zastępca Burmistrza dość trafnie jednak zdiagnozował naszą sytuację, mówiąc, że cyt. Jesteśmy dziady. Czy to powód, aby skazywać nas na jeszcze większe dziadostwo?

Sponsorzy

Marzeniem każdego prezesa klubu jest znalezienie sponsora. Jestem przekonany, że w każdym giżyckim klubie do tego się dąży. Realia jednak są takie, że w regionie bez większego przemysłu, o najwyższym bezrobociu w Polsce trudno na to liczyć. Owszem, czasem znajdzie się kilku „pozytywnych wariatów”, ale regułą w naszej okolicy jest wzięcie ciężaru na siebie przez samorząd. Przykłady można by mnożyć. Tak na szybko z pamięci przychodzą mi do głowy miejscowości okoliczne: Barciany – ponad 100 000 zł na piłkę nożną, Orzysz – 65 000 zł, Bartoszyce – ponad 100 000 zł. Nie miałem czasu, aby sprawdzić, ale mam informację z wiarygodnego źródła, że w jednym z okolicznych miast sportowcy otrzymują nawet 700 zł miesięcznie miejskiego stypendium. A jak u nas?

Uchwała o stypendiach została uchylona. Nie bez głosów sprzeciwu. Rzeczywiście zagrożenia, jakie dostrzegł znany giżycki sportowiecAdam Łożyński okazały się trafne.
W 2012 roku na ten cel przeznaczono ponad 80 000 zł. Ile obecnie? Dokładnie 10 000 zł. Skąd ta suma? W ofertach klubów, które otrzymały wsparcie, tylko 3 zadeklarowały taką pozycję na kwoty: 2500 zł, 7500 zł i 26500 zł. Ta ostatnia dotyczy Mamr. Jak łatwo zestawić to z 35 000 zł całej dotacji, kwota stypendiów stanowi 75% przyznanych środków. Czyli na pozostałą działalność klubu pozostałoby 8 500 zł… Oczywiście kilkaset złotych trzeba odjąć na wydatki związane z wynajmem stadionu. To nie nowość. Znam to doskonale z hokeja, gdzie za każdy mecz płacimy 150 zł / za każdą godzinę wynajęcia lodowiska (czyli Pani Burmistrz jedną ręką daje dotacje, ale drugą zabiera… Może to i daje lepszy obraz przepływu pieniądza, ale zaciemnia jednocześnie rolę samorządu w finansowaniu sportu). Oczywistym jest, że w takiej sytuacji zawodnicy na stypendia nie mogli liczyć i w ten oto sposób uległy one niemal całkowitej likwidacji.

Podsumowanie

Z powodu wieloletnich zaniedbań mamy wręcz żenująco słabe warunki do uprawiania piłki nożnej – cytując nawet samego zastępcę burmistrza: „Jesteśmy dziady”. W uchwale Rady Miejskiej określono dyscypliny wiodące – za jedną z nich uznano piłkę nożną. Sport jest bardzo ważną dziedziną życia, a nasi sportowcy odnoszą wiele sukcesów na arenach województwa, kraju, Europy a nawet świata. To nie tylko ambasadorzy Giżycka – to często wizytówka Polski! W 2014 roku na sport planujemy przeznaczyć prawdopodobnie realnie dwa razy mniej pieniędzy niż np. w 2008. Wniosek: pieniędzy na sport jest za mało w stosunku do elementarnych potrzeb. Szkoda, że Pani Burmistrz nie skorzystała z mojej propozycji złożonej na ostatniej sesji, aby z tej „słynnej” już nadwyżki budżetowej dołożyć 100 000 zł do sportu… Mam nadzieję, że będą szanse, aby ten ewidentny błąd naprawić.

Musimy jednak odpowiedzieć sobie na jedno zasadnicze pytanie: czy zależy nam na pozorach, czy na rzeczywistym rozwoju?

Czy zatem sobotni protest ma uzasadnienie…? Na to pytanie każdy z Państwa musi odpowiedzieć sobie sam.

Ten wpis został opublikowany w kategorii "Dwa i pół grosza" i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „Z cyklu "Moje dwa i pół grosza" O co chodzi w tym proteście? Giżycko bez piłki nożnej?

  1. !?! pisze:

    Pomimo pierwszego miejsca w rozgrywkach wojewódzkich MOSiR rezygnuje z dalszej batalii o awans do drugiej ligi.
    http://www.wama-sport.pl/index.php/dyscypliny-224/siatkowka/item/11566-w-iii-lidze-juz-meta-o-awans-zagra-tylko-csir-palac-kamieniec
    Przypomnę – Wilkasy (gmina Giżycko) ich stać i mają w swojej wiosce drugoligową drużynę siatkarską 🙂

  2. kate pisze:

    Bo Giżycko leży koło Wilkas,oni już nas wyprzedzają nie tylko w sporcie

  3. Diabel pisze:

    Prawdopodobnie pilkarze nie chodza na wybory i dlatego nikt sie z nimi nie liczy.