Z cyklu: "Moje dwa i pół grosza". Ach, co to był za weekend!

Przez ostatnich kilka dni nasze miasto wręcz pękało w szwach. A to zapewne głównie za sprawą dwóch dużych imprez, które odbyły się w zbieżnym terminie. Jubileuszowa – X edycja Mazury Hip Hop Festiwal przyciągnęła po raz kolejny liczne rzesze fanów tej muzyki, którzy tłumnie przemierzali ulice Giżycka niemal przez całą dobę. Im akurat pogoda sprzyjała.

Niestety nie mogą tego powiedzieć fani lotnictwa. Niedzielne pokazy z powodu silnego wiatru zostały skrócone. A szkoda, bo naprawdę było co podziwiać. Szczególne wrażenia dźwiękowe, ale też i wizualne oczywiście, dostarczyły ponaddźwiękowe biało – czerwone Iskry, które po raz pierwszy zaprezentowały się nadniegocińskiej publiczności. Mi osobiście niezmiernie brakowało akrobacji charakterystycznego i za razem unikatowego Christen Eagle II, czy ciekawej repliki samolotu z epoki I wojny światowej – Curtiss Jenny z charakterystycznymi szprychowanymi kołami i karabinem maszynowym, za sterami których zwykle latał nieodżałowany Marek Szufa… Niestety, Pana Marka zabraknie i w następnych latach. „Blue sky, Panie Kapitanie!” cytując jedne z wielu kondolencji złożonych po feralnej katastrofie w Płocku.

Po minionym weekendzie nasuwają mi się jednak pewne refleksje… Porównując nieco ospały klimat poprzednich tygodni, miasto niewątpliwie (wreszcie!) ożyło. I chciałbym, aby takim było co weekend. Ciężko było nie tylko o wolny stolik w restauracji, ale nawet o taksówkę. Dzwoniąc w niedzielne przedpołudnie dowiedziałem się, że trzeba będzie czekać co najmniej 30 minut, a sam kierowca stwierdził później, że ruch jest większy niż w Sylwestra!

Oczywiście nie ma nic za darmo. Niejako po drugiej stronie bilansu – potworny i wszechobecny śmietnik, często hałas do wschodu słońca. Przechadzając się ulicami Giżycka w ostatnie dni można było nabyć przekonanie, że służby odpowiedzialne za sprzątanie miasta tym razem okazały się być mało przewidujące… A przecież nie trudno sobie wyobrazić, że liczba osób jest skorelowana dodatnio z ilością śmieci. Mówiąc inaczej: sprzątać trzeba częściej, gdy w mieście jest większa liczba ludzi (co z dużą dozą prawdopodobieństwa oznacza większą ilość śmieci). Cóż, być może przez kilka dni było u nas brudniej i głośniej niż zazwyczaj, jednak jak mawia przysłowie: „gdzie drwa rąbią…”. Mam nadzieję, zrekompensują to wyższe obroty giżyckich przedsiębiorców… i większe wpływy do miejskiej kasy, co przecież w konsekwencji pozwoliłby zrobić więcej dla miasta. Więcej dla giżycczan…

Sądzę jednak, że warto byłoby przemyśleć rozdzielenie terminów obu imprez. Są one bowiem obecnie najatrakcyjniejszymi, z punktu widzenia masowego widza, i nie bardzo mi te dwa grzyby w jednym barszczu pasują, parafrazując inne przysłowie…
A gdyby tak jedna z nich odbywała się tydzień czy dwa tygodnie wcześniej lub później? I służbom porządkowym (wszelkim i w szerokim tego słowa znaczeniu), byłoby zapewne lżej wywiązać się ze swoich obowiązków, a i lepsza dostępność do sklepów, parkingów itd.


Muszę jednak przyznać, że na wysokości zadania stanęli za to organizatorzy Mazury Air Show, którzy postarali się o wiele atrakcji czy wręcz rarytasów (jakim był niewątpliwie np. Sikorsky S-38 – na fotografii obok) czy biało-czerwone TS Iskry; wydaje się że również organizatorzy Mazury Hip Hop Festiwalu zadbali o wyjątkowo atrakcyjna oprawę, gdzie na główny plan wybija się obecność gwiazdy z nurtu rapu – nowojorskiego Mass Out Posse (M.O.P.). Amerykanie spisali się i wykonali kawał dobrej roboty w giżyckim amfiteatrze.

A skoro mowa o amfiteatrze… Jakoś nie przypadają mi do gustu te koszary z wysokiej siatki oddzielające widownię od stolików. Zajmując miejsce na trybunach ma się wrażenie, że ludzie zostali zamknięci w tej klatce niejako za karę (a może są jakoś szczególnie niebezpieczni?). Tymczasem obserwując ruch tychże w jedną i drugą stronę odniosłem wrażenie, że to właśnie generowanie tego sztucznie wymuszonego szlaku przez „wąskie gardło” stwarzało większe zagrożenie, niż byłoby nim zdjęcie owej siatki.

Wątpliwości co do tego rozwiązania mam tym większe, gdyż moi znajomi byli ostatnio na koncercie Deep Purple w Zachodniopomorskiem. Zarzekali się, że żadnych „koszar” nie zauważyli, a bufet był zaopatrzony dość bogato… Atmosfera była świetna i żadnych negatywnych zjawisk również nie widzieli.

Na koniec mała uwaga z klimatów estetyki. Bardzo ciekawie, pomimo dość skromnego wystroju, prezentowała się scena wraz z ledowym telebimem na MHHF. Brakowało mi tylko iluminacji za estradą. Sądzę, że nawet delikatne podświetlenie pozwoliłoby bardziej wyeksponować mury i zapewnić więcej tzw. „klimatu”.

MHHF

Za sceną bowiem panowały straszne ciemności, a szkoda, bo moim zdaniem można osiągnąć ciekawy efekt podświetlając mur Carnota.

Jest jeszcze jeden aspekt Festiwalu… Jak donosili wcześniej organizatorzy, w wyniku braku porozumienia z miastem, firma która miała urządzić pole namiotowe w twierdzy wycofała się z projektu. W kuluarach mówiło się, że jednym z powodów były obawy o bezpieczeństwo uczestników Festiwalu. Tymczasem bez problemu udostępniono teren Ekomariny, jednocześnie w ten sposób ratując niejako nikłą frekwencję w nowo otwartym porcie. Decyzję można by nawet uznać za słuszną. Niestety… jeden z uczestników Festiwalu przypłacił życiem skok do basenu portowego… Żal młodego życia, niepotrzebnie i przedwcześnie zakończonego. Sprawa ta jednak pokazuje, że jeżeli faktycznie jednym z powodów rezygnacji z urządzenia pola namiotowego na twierdzy była obawa o zdrowie i życie uczestników Festiwalu, to chyba te obawy w tym kontekście nawet można by uznać za uzasadnione. Wypadki jednak zdarzają się wszędzie i mają to do siebie, że są zdarzeniami nagłymi. Jak się okazuje, nawet Ekomarina pomimo teoretycznie wyższego poziomu bezpieczeństwa okazała się na tyle niebezpieczna, że młody człowiek swój być może pierwszy samodzielny wyjazd na wakacje, przypłacił życiem.
Obyśmy wszyscy wyciągnęli słuszne wnioski z tych zdarzeń… Ale nie wolno nam zrezygnować ani z festiwalu hip-hopu, ani z Mazury Air Show, bo to takie nasze giżyckie rarytasy. A gdyby tak jeszcze jedna duża impreza…? Na przykład na początku lipca? A może w czerwcu lub we wrześniu?

Zapraszam do obejrzenia dość obszernych galerii z równie bogatych w wydarzenia ostatnich dni.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Kategoria. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Z cyklu: "Moje dwa i pół grosza". Ach, co to był za weekend!

  1. olo pisze:

    Panie Wojtku -jest Pan w błędzie twierdząc iż Mazury Air Show, bo to taki giżycki rarytas.
    To nie rarytas , lecz coś strasznie niestrawnego.
    Jeżeli nowobogacze maja chęć polatać, to niech nie robią tego za publiczne pieniążki.
    Lepiej było tą kasę przeznaczyć na dofinansowanie giżyckiego sportu młodzieżowego, lub inny publiczny cel wymagający wsparcia ,a nie wspierać zachcianki wcale nie biednych posiadaczy samolocików.

  2. Tadeusz pisze:

    Olo a skąd wiesz, że za to płaci miasto a nie organizator