XV sesja moim okiem – cz. 2

Sportowy weekend za nami, emocje już nieco opadły – chciałby się powiedzieć za Grzegorzem Markowskim, „jak po wielkiej bitwie kurz”, czas zatem powrócić do wydarzeń z ostatniej sesji…
A sesja to przede wszystkim uchwały. I od uchwał zacznijmy, bowiem emocji było wiele, argumentów też niemało, natomiast dyskusji jakby wcale…

Na początku sesji zgłosiłem wniosek o zmianę w porządku obrad. Zaproponowałem, aby projekty uchwał dotyczące podwyżek podatku od nieruchomości i podatku od środków transportowych wycofać przynajmniej do czasu poznania założeń budżetowych na 2012 rok (choć powodów było więcej – o czym w dalszej części). Wniosek mój poparł także radny J. Kiczyński, który stwierdził, że Pani Burmistrz nie zaproponowała nic w zamian podwyżek i idąc, zdaniem mojego kolegi radnego, najłatwiejszą drogą sięga po prostu do kieszeni giżycczan. Naszym zdaniem najpierw Rada powinna poznać pomysł na oszczędności, a dopiero później rozważać podwyżki. Podniesienie podatków to naszym zdaniem ostateczność.

Radna M. Popieluch proponowała, aby poczekać do expose Premiera, a radny C. Piórkowski zgłosił wniosek o przerwanie sesji do 30 listopada. Jak się później miało okazać – żaden z tych postulatów nie uzyskał akceptacji i wszystkie uchwały „podwyżkowe” były procedowane na sesji 17 listopada; jedynie w zamienionej kolejności. Zatem po kolei…

Zmiany budżetu zapisane w Projekcie Nr 1 przeszły bez polemiki. Podobnie zresztą jak będąca konsekwencją przyjęcia Projektu Nr 1 Wieloletnia Prognoza Finansowa. Swoją drogą zastanawiam się, dlaczego nazywa się ją „wieloletnią”, skoro jest tak często zmieniana…
Szkoda, że zabrakło dyskusji przy Projekcie Nr 3 dotyczącym podniesienia kapitału zakładowego spółki wodociągowej „Aglomeracja”, gdzie miasto i PWiK są udziałowcami. „Aglomeracja” będzie realizować bardzo duże inwestycje, które mają być finansowane również z pożyczki. Warto byłoby nieco bardziej szczegółowo poznać mechanizmy finansowania i poręczenia. Nic straconego, jeszcze dopytamy…Sprawy jednak zaszły już za daleko, aby robić teraz krok w tył.

Projekt Nr 6 dotyczył tzw. opłaty miejscowej, którą wnosi się w sytuacji przebywania w Giżycku dłużej niż jedną dobę w celach turystycznych, wypoczynkowych lub szkoleniowych. Na komisji przed sesją, jako pozytywny przykład podano Szklarską Porębę, gdzie wpływy z tego tytułu wynoszą prawie 1.000.000 zł. W Giżycku nie osiągamy nawet 100.000 zł… Warto wspomnieć, że Szklarska Poręba to miasteczko, które zamieszkuje ok. 7.000 osób (czyli 4-krotnie mniejsze od Giżycka, z budżetem ok. 30 mln czyli prawie 3-krotnie mniejszym. Jak łatwo policzyć opłata miejscowa stanowi zatem ok. 3% dochodów; w naszym mieście należałoby ją wyrażać raczej w promilach). Z czego wynika fenomen Szklarskiej Poręby nie wyjaśniono, zatem postanowiłem zadzwonić do Skarbnika tejże niewątpliwie urokliwej, jak też wydaje się – gospodarnej gminy.
Okazuje się, że w Szklarskiej nie zawsze z tą opłata było tak dobrze. Sytuacja poprawiła się dopiero, gdy zatrudniono osobę do kontroli poboru, jak też zobowiązano do tego straż miejską. Postanowiono także rozpocząć akcję mającą na celu uświadomienie przedsiębiorcom, iż opłata ta nie jest ich kosztem. Mało tego – zysk jest dwojaki: po pierwsze przysługuje im wynagrodzenie z tytułu poboru, a pozostała kwota trafia przecież do budżetu Szklarskiej Poręby. Akcja ta spowodowała, że wpływy znacznie wzrosły, a nowo utworzony etat okazał się być samofinansującym…
O swoich ustaleniach powiedziałem oczywiście na sesji. Co dalej, zobaczymy… W każdym razie od nowego roku opłata miejscowa wyniesie 2,00 zł / dzień od osoby.

Sporo kontrowersji wzbudził Projekt Nr 7 dotyczący opłaty za posiadanie psów. Jak ustalił radny R. Błoszko roczne wpływy do budżetu to kwota ok. 1.000 zł. Wynika z tego zatem, że w mieście mamy, przyjmijmy roboczo utrzymując konwencję z sesji – 23,8 psa… R. Błoszko zauważył, że prawdopodobnie więcej kosztowało przygotowanie materiałów dot. podwyżki (z 42 na 44 zł) niż osiągnie się z tego tytułu wpływy (2 zł x 23,8 psa = 47,60 zł).
Oczywiście Zastępca Burmistrza przypomniał, że właściciele zaczipowanych psów są zwolnieni z opłaty i o to głównie chodziło, bowiem dążymy do pełnej identyfikacji zwierząt, aby m.in. można było ustalić właściciela brudzącego skwery i chodniki czworonoga. Może i tak, tyle że psy przecież czipa nie wydalają, a jak było brudno, tak jest… A w zasadzie zapewne będzie, jak co roku, gdy stopnieje śnieg.

Czy uchwała może nie uzyskać akceptacji Rady, a mimo to wejść w życie? Okazuje się, że może. Tak jest w przypadku nowej taryfy na wodę i ścieki. Jeżeli bowiem nie zawiera ona wad rachunkowych lub prawnych, bez względu na wynik głosowania wchodzi w życie… Tyle, że nie zawsze ta taryfa okazuje się być idealnie trafioną. Przypomnę, że w zeszłym roku argumentacja była identyczna, a później okazało się, że PWiK ma zysk, z którego 200.000 zł przeznaczono na naprawienie złego projektu oświetlenia kładki. Trudno mi było wówczas z tym się pogodzić, lecz głosami koalicji (Razem + PiS + PSL) zdecydowano o przeznaczeniu tej kwoty na, jakby nie było, raczej kosztotwórczą „inwestycję” (dochodów przecież żadnych ona nie przynosi, a jedynie generuje koszty). Na temat walorów estetycznych, a w zasadzie ich braku, swoje zdanie wypowiedzieli J. Sekta i J. Kiczyński. Niestety przyjdzie mi chyba zgodzić się z nimi, ponieważ faktycznie jak na taką kwotę iluminacja jest licha (przęsło nie jest równomiernie oświetlone, pod kładką jak było, tak jest ciemno).

Nauczony zatem ubiegłorocznym doświadczeniem wyraziłem swoje zdanie, iż mając świadomość, że uchwała Rady i tak nie ma znaczenia, nie będę głosował za podwyżkami cen wody i ścieków, ponieważ nie mam żadnej pewności, iż ew. zysk wodociągów zamiast np. wrócić do przedsiębiorstwa na cele modernizacyjne, zostanie przeznaczony np.
na doświetlenie II części kładki.

W odpowiedzi Pani Burmistrz poddała krytyce moje uzasadnienie, jednocześnie dzieląc radnych na tych, co rzekomo są w opozycji i pozostałych. Jakoś nie mogłem milcząco przejść obok tej wypowiedzi. Po pierwsze: w sytuacji, gdy rozmawiamy o pieniądzach giżycczan nie możemy mówić o jakiejś „opozycji” czy „koalicji”; bo niby w stosunku do kogo ta opozycja miałaby by być? Mieszkańcy wybrali nas do reprezentowania Ich spraw i należy to robić rzetelnie kierując się obiektywnymi powodami. Na politykę (cokolwiek miałoby to znaczyć w samorządzie) tutaj nie ma miejsca.
Po drugie: radny ma pełne prawo oceniać działalność burmistrza, natomiast burmistrz nie ma takich uprawnień, aby oceniać pracę czy argumentację radnych. W zasadzie można by pójść nieco dalej i zaryzykować stwierdzenie, że jest tylko gościem na sesji Rady i nawet jakoś nie wypada…

Pani Burmistrz najwyraźniej zreflektowała się i zgrabnie odpowiedziała, że opinię wyraziła jako mieszkanka… ale mnie się wciąż wydaje, że jeżeli by tak miało być rzeczywiście, to powinna zająć miejsce dla publiczności i poprosić Panią Przewodniczącą o głos. W przeciwnym razie może zostać posądzona o wykorzystywanie stanowiska, a wypowiedzi będą zawsze wypowiedziami burmistrza…

W każdym razie prawdopodobnie podobną motywacją kierowała się większość radnych, bowiem aż 15 było przeciwnych nowym taryfom, a 2 osoby wstrzymały się od głosu. Być może na taki przebieg głosowania miała wpływ zapowiedź Pani Burmistrz o zaprzestaniu dopłacania przez miasto do ścieków (500.000 zł rocznie). Tym samym podwyżka będzie większa niżeli ta określona w samej taryfie…

Przy tej okazji warto także wspomnieć, że w materiałach, jakie dostaliśmy przed sesją przedstawiono graficznie ceny wody w wybranych gminach. Z zestawienia tego wynikało, że w porównaniu z innymi, w Giżycku mamy bardzo tanią wodę i powinniśmy być szczęśliwsi niż np. mieszkańcy gminy Suszec (nomen omen), gdzie rzekomo cena 1m3 wynosi ok. 25,00 zł!
Zaintrygowało mnie to, że istnieje taka gmina, której mieszkańcy akceptują tak wysokie ceny (dla porównania w Giżycku 2,44 zł po podwyżce). Na początek sprawdziłem na stronie internetowej tamtejszych wodociągów… I tu zaskoczenie: nie 25 zł a nieco ponad 5,00! Aby dowiedzieć się, skąd się biorą takie rozbieżności postanowiłem zadzwonić do Suszca. Okazuje się, że Suszec to śląska gmina, która wodę kupuje od zewnętrznego dostawcy. Ze względu na tereny górnicze dystrybucja wody jest trudna i kosztowna. W związku z tym rzeczywista cena 1m3 to ok. 25 zł, ale gmina stosuje dopłaty (przypomnę, że Pani Burmistrz postanowiła od nowego roku z dopłaty zrezygnować). Zawnioskowałem zatem, aby następnym razem w wykresach umieszczać ceny wody takie, jakie obowiązują odbiorcę – czyli tyle ile ma na rachunku. Wówczas będzie można je odnieść do giżyckich realiów. Trzeba bowiem pamiętać, że my na wodzie mieszkamy, w przeciwieństwie do wspomnianego Suszca- sami ją sobie produkujemy, a nasz region to najwyższe bezrobocie, wysokie ceny i niskie dochody… Do czego wrócę przy omawianiu pozostałych podwyżek.

Na ostatniej sesji Rada przyjęła także miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego terenu przy ul. Olsztyńskiej, Kanale Giżyckim, ul. Unii Europejskiej, Al. 1 Maja, ul. 3 Maja i ul. Sikorskiego. Musze stwierdzić, że dokument ten w zupełności spełnia moje oczekiwania, bowiem jest odbiciem potrzeb mieszkańców zrealizowanym przez planistów. Dotychczas dość często odnosiłem wrażenie, że to my realizowaliśmy potrzeby projektantów… tym razem jednak było inaczej i należą się słowa uznania dla projektanta, ponieważ uważam, że „wycisnął” z tego dość trudnego terenu maksymalnie dużo. Jest mi tym milej, że moje uwagi do planu zostały uwzględnione przez Panią Burmistrz w całości i przyjęte.

Najwięcej emocji wzbudziła dyskusja nt. stawek podatku od nieruchomości. Uważam, że w obecnej sytuacji nie wolno nam było ich podnosić. Wystarczająco dużo bowiem będzie podwyżek od nas niezależnych (gaz, prąd, paliwo…). Apelowałem, żeby chociaż tam, gdzie mamy wpływ, nie „dokładać” giżycczanom. Jestem zwolennikiem opinii, że w czasach kryzysu, o którym tak często wspomina Pani Burmistrz, podatki powinno się wręcz obniżać, aby minimalizować zagrożenia i łagodzić skutki trudnych czasów. W sytuacji obłożenia dodatkowymi ciężarami spadają dochody i w ten sposób istnieje większe ryzyko nakręcenia spirali kryzysu. Skutki mogą być bardzo bolesne i trudne do likwidacji przez wiele lat. Łatwo bowiem coś zburzyć, trudniej jednak odbudować.

Pani Burmistrz argumentowała, że podwyżka jest konieczna, ponieważ nie podnosiliśmy podatków przez kilka lat. I to jest właśnie sedno problemu. Wydaje się, że przespaliśmy czas, kiedy można czy wręcz należało to robić. Ludzi byłoby stać na kilkuprocentowe coroczne podwyżki. Dzisiaj nie byłoby tematu, a wręcz moglibyśmy nawet rozważyć obniżenie podatków. Pamiętać też trzeba, że mieszkamy w regionie najwyższego bezrobocia i bardzo wysokich cen. Warto również sięgnąć do danych GUS, aby przekonać się, na jakim poziomie są realne emerytury i wynagrodzenia w odniesieniu do lat poprzednich. Poniższe wykresy oczywiście prezentowałem na sesji.

źródło: GUS

źródło: GUS

Radny A. Jelec przekazał, że osobiście znane mu są przypadki miejscowych przedsiębiorców, którzy już przy dzisiejszych stawkach mają problemy z regulowaniem należności w terminie. Zdaniem radnego J. Sekty zaproponowane podwyżki są pokłosiem nieracjonalnego inwestowania w poprzednich latach. Radny podkreślał, że Pani Burmistrz skupiła się na inwestycjach, które nie generują dużych dochodów, a jedynie duże koszty, a w dodatku budowaliśmy za pożyczone. „Chyba przeinwestowaliśmy…” – zakończył wypowiedź. A mi przypomniało się zdanie, jakie zasłyszałem ostatnio w telewizji. Brzmiało to mniej więcej tak: „Przez poprzednie lata chodziliśmy na bale i rauty, a dzisiaj wysyłamy rachunek mieszkańcom”. Może i nieco pasuje do giżyckiej sytuacji…, bowiem warto przypomnieć sobie, iż na sali obrad już kilka lat wcześniej ówczesny Wiceprzewodniczący Rady M. Wojciechowski przestrzegał przed zbliżającym się kryzysem. Któż by jednak tam słuchał…

Pani Burmistrz kontrargumentowała również, że w Giżycku obowiązują niższe stawki niż w sąsiednich gminach, na co radny C. Piórkowski słusznie zauważył, że gdyby taki stan utrzymano, mogłoby to być znakomitym atutem promocyjnym Giżycka. Podczas tej dyskusji przypomniało mi się również, że w ekonomii występują różnorakie paradoksy. Okazuje się, że nie zawsze działają arytmetyczne proporcje. Nie zawsze wzrost o 5% musi skutkować takimże zwiększeniem wpływów. Zdarza się, że wpływy maleją, szczególnie gdy osiągnie się maksymalną „wytrzymałość materiału” i ludzie zwyczajnie nie są w stanie już więcej zapłacić. Zadanie domowe: ile soku uda się wycisnąć z już wyciśniętej cytryny?

Argumentowaliśmy, przekonywaliśmy… aż przypomniał mi się bodaj Boy-Żeleński…

I wciąż ta sama ballada
Deszcz pada, pada, pada
Rydel gada, gada, gada
I znów ta sama ballada
Rydel gada, gada, gada
Deszcz pada, pada, pada…

I w tym momencie radny R. Błoszko zadał, jakże znamienne pytanie…
Zauważył bowiem, że dyskutuje jedna strona sali, a druga milczy. Zapytał więc wprost jakie jest zdanie tej milczącej (a którą nazwał „z instruktarzem”) części Rady? Poparł go radny C. Piórkowski: „Powiedzcie, o co Wam chodzi.” Wtórował Mu radna M. Popieluch, która pytała dlaczego niektórzy milczą, mimo że ludzie na nich patrzą. Próżno było oczekiwać odpowiedzi… Mnie nie przekonały argumenty o wcześniejszym wypracowaniu opinii na komisjach czy gdziekolwiek indziej. Dlaczego nikt nie starał się tego wyrazić na sesji, a niektórzy wręcz wymownie patrzyli w czubki butów? Oczekiwałem, że ktoś powie, dlaczego nie mamy racji… Przedstawi kontrargumenty… Nic z tego. Wynik głosowania jakby znajomy…12:9.
Dało się jedynie słyszeć argument o demokracji… Łatwo go jednak obalić. Wyobraźmy sobie, że we 3 znajdujemy 10 zł i w demokratyczny sposób przez głosowanie ustalamy, że dwóch dzieli się po 5 zł. Trzeci oczywiście nie dostaje nic… Też demokracja? Oczywiście… Większość przegłosowała mniejszość.

Z kronikarskiego obowiązku dodam tylko, że refleksja nastąpiła przy kolejnym projekcie i propozycja nowych stawek podatku od środków transportowych nie znalazła akceptacji Rady.
Być może to był ten tajny kompromis z burmistrzem, o którym wspominał radny M. Boć.

W końcowej części sesji Pani Przewodnicząca odczytała moją interpelację ws. urządzenia alternatywnej drogi wjazdu na plac budowy przy ul. Okrzei oraz odpowiedź Pani Burmistrz. Sprawa wydała mi się dość poważna, bowiem po rozpoczęciu prac przy ul. Okrzei w budynku przy ul. Konarskiego 9 zaczęły pojawiać się niepokojące rysy. Zdesperowani mieszkańcy interweniowali gdzie tylko można. Tak się złożyło, że dotarli także do mnie. Mieliśmy już w Giżycku „Nóż w wodzie”, a ja zaprezentowałem „nóż w podłodze”. Tak głębokie pęknięcia pojawiły się na klatce schodowej… Na dowód czego zaprezentowałem tę fotografię.

Cała sprawa może by nie była warta aż takiej uwagi, gdyby nie pewne zawirowania wokół znaku, który jak w piosence Bajmu „pojawiał się i znikał”. Ostatecznie sprawa wydaje się być załatwiona po myśli mieszkańców. Takie zapewnienia popłynęły z Urzędu Miejskiego i od inwestora. I bardzo dobrze.

W części dotyczącej zapytań do burmistrza dopytałem o los remontowanego właśnie budynku przy ul. Suwalskiej. Przypomnijmy, że uległ on częściowemu zniszczeniu podczas niedawnego pożaru.

Jak zapewniła Pani Burmistrz sprawcy pożaru nie wrócą do tego budynku, natomiast ze względów technicznych nie da się podnieść standardu lokali, aby spełniały one kryteria lokali mieszkalnych.
Zainterweniowałem także w sprawie braku dostępu, względnie braku właściwego oznakowania toalety w okolicach ul. Nadbrzeżnej. Przedsiębiorcy, którzy prowadzą tam działalność zgłosili mi bowiem istniejący problem ze znalezieniem po sezonie toalety przez przyjezdnych, którzy radzą sobie, jak mogą. Często jednak niestety w klatkach schodowych i pod oknami ich firm. Zastępca Burmistrza zobowiązał się temat rozpoznać. Czekam zatem na ustalenia.

Radny A. Jelec poruszył wiele tematów i zadał wiele pytań. Zapytał m.in. dlaczego MOSiR nie zatrudnia trenerów. Dlaczego niektóre imprezy sportowe są organizowane przez Giżyckie Centrum Kultury? Dlaczego rozwiązano zespół „Trójnoga Kotka”? Dlaczego Small Band reaktywował się w Węgorzewie? Z przykrością stwierdzam, że Zastępca Burmistrza próbował wprowadzić radnych w błąd, mówiąc że MOSiR zatrudnia wielu trenerów. Tak się złożyło, że interesowałem się tym zagadnieniem wcześniej i dysponuję dokładnymi danymi. Musiałem zareagować i sprostować. Zastępca Burmistrza przyznał mi rację i zapowiedział zmiany. Oby.
Jeżeli chodzi o Small Band, to na sali był obecny jeden z członków zespołu – radny M. Gostomski, który publicznie stwierdził, iż problem leży w niemożliwości porozumienia się w Giżycku. Mam nadzieję, że i w tej kwestii coś się zmieni, bowiem po Small Bandzie i zawodach siłowych mam dziwne przeczucie, że kolejne do tej pory giżyckie przedsięwzięcie, może znaleźć się w węgorzewskim kalendarzu… Obym się mylił.

Na zakończenie sesji trochę rozluźniła się atmosfera za sprawą wniosku radnego M. Bocia. Sam wniosek był w pełni zasadny i cenny. Dotyczył bowiem zobowiązania burmistrza do podjęcia działań ws. doraźnego rozwiązania komunikacyjnego na skrzyżowaniu Obwodowa / Nowowiejska / Świderska. Jestem na TAK! Zdecydowanie. Nie będę rozpisywał się na temat formy przedstawienia treści, lecz odniosłem wrażenie, że wszyscy nieźle się rozluźnili. Cóż, przyznaję, że ja również… Może i to było potrzebne na zakończenie burzliwych obrad.
Dodam, że złożyłem wniosek zobowiązujący burmistrza do przedstawienia radnym dotychczasowych działań zespołu ds. obchodów 400 – lecia Giżycka. Pani Burmistrz ma przedstawić to na komisjach przed następną sesją. Harmonogram oczywiście opublikuję.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Kategoria, Sesje Rady Miejskiej. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „XV sesja moim okiem – cz. 2

  1. gizycczanin pisze:

    Czy w tych zebraniach radnych z „Razem” biorą udział tylko radni…czy też przychodzi tam jeszcze ktoś ? Czy ten ktoś może wpływać na decyzje radnych ?