Spotkanie z historią"Lötzen / Łuczany 1945. Zdobycie czy wyzwolenie?"

Pracownia Refleksji Społecznej przy Stowarzyszeniu Wspólnota Mazurska zorganizowało w „Białej Galerii” Giżyckiego Centrum Kultury bardzo interesujące spotkanie z historią poświęcone dziejom Giżycka w latach ’40 ubiegłego wieku. Spotkanie, które prowadziło trzech historyków – dr Robert Kempa, Jan Sekta oraz Krzysztof Kossakowski, trzeba przyznać było na tyle ciekawe, że zabrakło miejsc na sali, a część ludzi stała na korytarzu. I tak od początku debaty, aż do końca…
Dość intrygującą sprawą była dla mnie historia katastrofy lotniczej, jak miała miejsce na lotnisku w Pierkunowie. Pilot nie zdołał wylądować na pasie lotniska i przyziemienie odbyło się na zamarzniętej tafli jeziora. Niestety lód nie wytrzymał i maszyna poszła na dno wraz z członkami załogi i wszystkimi pasażerami. Jak się okazuje, już po wojnie (chyba w latach ’60) samolot wydobyto, rozebrano i… pocięto na złom. Szkoda.
Inną sprawą była kwestia mostu kolejowego. Jak się okazuje, z dużą dozą prawdopodobieństwa można przyjąć, że most kolejowy był mostem dwutorowym i… obrotowym. Potwierdzać to mają dokumenty, jak i fotografie, jakie posiadają giżycczanie w swoich zbiorach. Z chęcią bym je zobaczył, ponieważ wieści te utwierdzają mnie w przekonaniu do wyjątkowej racjonalności ówczesnej myśli inżynierskiej. Budowa mostu kolejowego de facto blokującego żeglugę na kanale obok mostu zwodzonego (istniał na przedłużeniu dzisiejszej ul. Kolejowej) i pobliskiego mostu obrotowego jakoś mi nigdy nie pasowała. Obecnie most kolejowy jest dużo wyżej posadowiony, aby umożliwić żeglugę w kanale.

Na spotkaniu można było również otrzymać odciski pieczęci wykonanych przez znanego giżyckiego kolekcjonera – Pana Bohdana Makowskiego. Pieczęci są jak najbardziej współczesne i wykonane z okazji 400-lecia nadania praw miejskich. Pan Bohdan ma pomysł, aby stemplować nimi korespondencję wychodzącą z Urzędu Miejskiego w roku jubileuszu. Myślę, że to świetny pomysł. Jedna z pieczęci jest stemplem tradycyjnym – odciskanym za pomocą tuszu, natomiast druga to pieczęć odciskana mechanicznie.

Jak zapewniają organizatorzy – było to pierwsze spotkanie z cyklu. Myślę, że udane i naprawdę warto to przedsięwzięcie kontynuować. Świadczy o tym chociażby bardzo duże zainteresowanie mieszkańców, nie tylko mając na myśli frekwencję, ale także liczbę pytań. Sądzę, że w marcu – bo wówczas ma się odbyć kolejne spotkanie, można zaryzykować rezerwację większej sali. Gratuluję pomysłu i realizacji.

Zapraszam również do obejrzenia galerii zdjęć oraz materiału video na gizycko.tv.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Kategoria. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „Spotkanie z historią"Lötzen / Łuczany 1945. Zdobycie czy wyzwolenie?"

  1. von Kaczor pisze:

    W porę nasz radny dokonał odkrycia, że most kolejowy posiadał dwa tory i był obrotowy. Niestety, historia pokazuje, że Lotzen miało dwa mosty obrotowe i jeden podnoszony. Przyczyna była prozaiczna, wymogi strategiczne wymagały takiego rozwiązania. W niedalekiej przyszłości opublikuję materiał o zabezpieczeniu mostów przed wtargnięciem rosyjskiej kawalerii. Tak na marginesie, jak podoba się Wam teoria zdejmowania mostu obrotowego (drogowego) o której wspomniał dr. Kempa. Ten mostek nie waży 10 ton, więc ktoś tu nagina temat. Pozdrawiam von Kaczor.

    • He, rzecz w tym, że zdania na temat mostu kolejowego od zawsze były podzielone. Do mnie jakoś bardziej przemawia wersja z mostem ruchomym, ponieważ jakoś trudno by mi było przyjąć wersję, że świadomie zablokowano żeglugę w kanale… To mi jakoś nie pasuje obserwując zdobycze ówczesnej myśli inżynierskiej… Ale cóż, niektórzy historycy są innego zdania, a ja się za badacza nie uważam.
      Pozdrawiam i dziękuję za głos w dyskusji.

  2. Sylwia pisze:

    jeśli chodzi o ten wypadek samolotowy, to moja babcia opowiadała mi taką historię, mianowicie widziała jak w jezioro wpadł samolot, cała załoga zginęła, a że to było na Kisajnie, a moja babcia mieszkała w Gutach, więc możliwe że to ten wypadek o którym była mowa… szkoda że nie byłam na tym spotkaniu…

  3. tomekw pisze:

    Giżycko miało się nazywać Kętrzyn i odwrotnie. Ale alkoholu było zbyt dużo i zamieniło się to jakoś. Natomiast Węgorzewo spłonęło bo zwycięzcy opuszczając miasto zażyczyli sobie spirytusu a nie otrzymawszy go wykorzystali posiadane granaty zapalające 🙂