ProwizorGCKa?

Wczoraj (środa, 9 maja 2012 r.) odbyła się debata – a może bardziej właściwym sformułowaniem będzie – „spotkanie” dotyczące Twierdzy Boyen. Poszedłem z nastawieniem, iż po okresie 3-letniego zarządzania zabytkiem przez GCK usłyszę coś w rodzaju analizy sytuacji i diagnozy, a nawet poznam pomysł na przyszłość… Tymczasem można było usłyszeć, że z powodu sytuacji gospodarczej nie planuje się zmiany formy zarządu. Oznaczać to może, że zdaniem Pani Burmistrz obecna forma jest zadowalająca. A przynajmniej sprawdza się na tyle, że nie ma potrzeby nic zmieniać. Czy zatem nie od tego zdania powinno się to spotkanie zacząć…?
Moje zdanie jest nieco inne. Uważam, że oddanie w zarząd instytucji kultury tak dużego obiektu nie ma zbyt wielkiej szansy powodzenia. Miało być to rozwiązanie tymczasowe, a jak wiemy z życia – prowizorki okazują się być najtrwalsze. I tym razem okazuje się, że GCK będzie zarządzać Twierdzą prawdopodobnie co najmniej przez kilka następnych lat. Decyzja zatem już zapadła, ale uważam, że warto mimo to rozmawiać; bo jest o czym.
Spotkanie rozpoczęła prezentacja wykonanych barierek i ścieżek oraz oznakowania w Twierdzy. Skupiono się na sukcesach – co jest dla mnie zupełnie zrozumiałe. Ale trzeba mieć również świadomość, że wykaszanie traw, usuwanie porostów i samosiewów to jest niezbędne minimum. Są miejsca, gdzie Twierdza (kazamty, mur Carnota) – dosłownie – „się sypie”. Brak odpowiedniej reakcji powoduje, że ubytki postępują w tempie geometrycznym – pierwszego roku odpadła jedna cegła, a po kilku latach już kilkanaście.
Uważam, że Twierdza potrzebuje jakiegoś swoistego koła zamachowego – czegoś, co spowoduje, że warto będzie ja odwiedzać. Wówczas jedno przedsięwzięcie będzie inicjowało drugie. Jeden z mieszkańców (dziękuję!) nadesłał mi pomysł, aby przenieść na Twierdzę siedzibę GCK i urządzić salę koncertową na majdanie (a może nawet i amfiteatr) koncentrując w ten sposób życie kulturalne miasta właśnie w twerdzy. Cóż, każdy pomysł jest wart rozważenia… Kilka lat temu (dokładnie w 2005 roku) złożyłem na ręce Pani Burmistrz swój pomysł – urządzenia na twierdzy Centrum Sportowo – Rekreacyjnego. Ostatecznie idea nie znalazła akceptacji, ale kierunek wciąż uważam za słuszny. Nawet przez jakiś czas dyskutowano o tym, uznając ostatecznie pomysł za chybiony.

fragment wypowiedzi na ofg.pl z 2005 r.

W lutym tego roku złożyłem do burmistrza Giżycka uwagi dot. planu zagospodarowania przestrzennego tzw. Wyspy Giżyckiej. Ośmiostronicowe opracowanie nazwałem roboczo Założenia do Koncepcji Centrum Sportowo-Rekreacyjnego >>Centrum von Boyen<<. W założeniach koncepcji ująłem m.in. stadion lekkoatletyczny, boisko piłkarskie (wraz z oświetleniem), lodowisko (hokej, bandy, tor), ścianka do wspinaczki i wiele innych. Zaproponowałem, aby niszczejące budynki zaadoptować na potrzeby zaplecza (szatnie, sanitariaty, sauna, sala konferencyjna)… Spalone i zniszczone – zrekonstruować (za wyjątkiem kurników ;))
Otrzymałem odpowiedź od burmistrza, że wszystkie uwagi zostały uwzględnione w całości. No to poczekam…
Do popełnienia tego sprwokował mnie mocno forsowany pomysł zlokalizowania lodowiska w okolicach SP7. Uważam, że pomysł jest nietrafiony. Tym bardziej, że (tajemnica Poliszynela) gdybyśmy chcieli tam zlokalizować lodowisko o wymiarach placu do bandy (jak zapewniają władze) wchodziłoby ono od wschodu – na ul. Królowej Jadwigi, a od zachodu na zatoczkę parkingową !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!(projekt do wglądu u Pani Beaty Płatosz – architekta miejskiego).

Link do całego wątku

Uważam też, że warto przemyśleć stworzenie odpowiedniego klimatu na całej twierdzy, a nawet na odcinku od mostu obrotowego do skrzyżowania z ul. Moniuszki za bramą kętrzyńską. Cóż stałoby na przeszkodzie, aby i obsługa mostu i pracujący na twierdzy ubrani byli w stroje z epoki XIX wieku (w wersji letniej), i po szlakach przechadzały się patrole w pruskich mundurach? Takie posterunki powinny stać także przy wjeździe od strony Kętrzyna, aby intrygować i zachęcać do odwiedzenia zabytku. Cóż stoi na przeszkodzie, aby co jakiś zorganizować przemarsze wojsk z centrum do Twierdzy? To na początek. Można to zrobić w zasadzie od zaraz. Uważam, że trzeba kontynuować formy inscenizacji (cieszy mnie i popieram pomysł, który także zgłaszałem 2 lata temu) i koniecznie wykorzystać udział giżyckich fortyfikacji w I wojnie światowej. Rocznica już za 2 lata!
Pewnym światełkiem w tunelu ma być renowacja laboratorium prochowego i stajni, na co otrzymaliśmy fundusze unijne. W laboratorium prochowym ma być muzeum broni (mam nadzieję, że będzie to prawdziwa placówka muzealna, a nie obiekt Pani Bronisławy – co mogłaby sugerować nazwa placówki), a w stajni sala wystawiennicza np. starych samochodów – o czym mówiła na spotkaniu Pani Dyrektor Łabuz. Ja natomiast słyszałem, że GCK nie będzie wcale tak łatwo spełnić wymagania właściciela pojazdów, choć mam nadzieję, że wystawa jednak będzie możliwa do zrealizowania (swoją drogą już niedługo w Giżycku prawdopodobnie odbędzie się bardzo ciekawa impreza również związana z motoryzacją… ale o tym w swoim czasie…).

Wracając jednak do spotkania… Rozmawiać trzeba – niewątpliwie. Jedak skoro już decyzje zapadły, skoro istnieją opracowania dotyczące przyszłości twierdzy – bardziej celowe wydaje się dyskutowanie o przyjętych rozwiązaniach. Idea spotkania jak najbardziej cenna, jednak odniosłem wrażenie, że dyskusja bardziej utrwaliła podziały niż doprowadziła do ich przełamania.

fot. atos

Zapis spotkania dostępny na gizycko.tv.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Kategoria. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „ProwizorGCKa?

  1. kate pisze:

    Dopóki,dopóty nie będą zatrudniani fachowcy na takie stanowiska jak np.dyrektor GCK,dyrektor MOSiR,Informacja turystyczna,Giżycko nigdy nie będzie atrakcją turystyczną ani żeglarską,o tym trzeba mówić głośno.Miasto doprowadzi twierdzę do takiego stanu jak zamek,potem ją sprzeda-nie łudźmy się że będzie inaczej,żadne tak zadłużone miasto nie poradzi sobie z takim obiektem historycznym,czy mamy kryzys,czy nie i żadne dotacje tego nie załatwią,tylko zadłużą miasto jeszcze bardziej.Twierdza powinna być tak pomyślana żeby zarabiała,nie ważne czym,ważne ile,dziś na zachodzie nawet kościoły które nie są w stanie się utrzymać z datków wiernych są sprzedawane na różne cele np.na mieszkanie skejt parki czy restauracje.

    • mieszkanka pisze:

      Zgadzam się całkowicie. Sprawa Twierdzy boli. Bo to naprawdę nasza popisowa perełka. A na pewno mogła by taką być, gdyby nie…. No właśnie: gdyby nie osobiste animozje pani burmistrz. Niewątpliwie Miłośnicy Twierdzy Boyen zrobili tak dużo, jak dużo było można przy braku dotacji i wsparcie ze strony miasta. Jakoś te pieniądze zdobywali, a na pewno bardzo skrupulatnie je rozliczali. Przez lata swojej działalności i administrowania Twierdzą zdobyli wartość nie do przecenienie – WIEDZĘ I KONTAKTY. O Twierdzy zaczęło być głośno w mediach i publikacjach. Ktoś się o to starał, ktoś budował to twierdzowe lobby.
      Jako mieszkanka i wielbicielka naszego największego zabytku, jestem nieutulona w żalu po stracie. Stracie nadziei.
      Szanowny Panie Radny, czy za przyczynienie się do upadku i niszczenia mienia miejskiego przewidziana jest jakaś odpowiedzialność? Administracyjna? Prawna?

  2. Bywalec pisze:

    Nie byłoby z twierdzą żadnego problemu gdyby nie pokazanie co to ja burmistrz. W zasadzie do 2005 roku była dość dobra współpraca urzędu miasta a dokładniej pani burmistrz o użytkownikiem. Od tego roku zaczynało się – zaproszeni na uroczystości w twierdzy przychodzili ale już w sumieniu mieli – my wam pokarzemy. Czym bardziej zbliżał się termin do przedłużenia umowy tym zęby mocniej zaciskane. Jak p. burmistrz powiedziała na ostatnim spotkaniu – miasto musiało patrzeć na twierdze bez pośredników. I patrzy. Tylko nie widzi, że twierdza wali się, miej ludzi zwiedza, imprezy mniej atrakcyjne. A tu miał być wielki biznes – a kultura potrzebuje pieniędzy. Co będzie dalej. Jak twierdzą będzie zarządzać działacz kultury – to mury będą się walić, „kryzys” – skasuje dotacje – a pożyczki trzeba spłacać. Gdyby w 1997 roku nie znalazło się grono zapaleńców – miłośników twierdzy – to z twierdzy dzisiaj byłyby ruiny jak z zamku. Tu trzeba tylko fachowców z długoletnia praktyką w sprawach budownictwa militarnego. Oraz miliony złotych. A co do planowanych – za unijne pieniądze – muzeum broni i coś jeszcze innego – to tak jak przyszyć do zniszczonego munduru jeden błyszczący guzik, który szybko zblednie na skutek, bo zabraknie proszku do czyszczenia. Tak długo jak władza będzie udawała, że zjadła wszelkie rozumy i nie wsłucha się w glosy tych co do tej pory ratowali lub doradzali to – w kazamatach będzie coraz więcej gruzów, przez bramę giżycką będzie przechodzić mniej zwiedzających nie bo jest kryzys ale – bo nie ma co oglądać. Byłem raz świadkiem, jak grupa Niemców przybyła pod bramę i wysłali jedną panią aby zobaczyć z okolic transformatora na majdan co tam jest – przychodzi i mówi Scheiße. Pojechali do wieży ciśnień.

  3. kate pisze:

    Kryzys napędzają sami rządzący wydając ogromne miliony na niepotrzebne inwestycje ,które jeszcze nie skończone,a już wymagają remontu-bo wydaje się nie swoje,żaden prywatny właściciel nie pozwoliłby wyrzucić kasy w błoto,dzierżawca też ma związane ręce,bo inwestuje w nie swoje,takim sposobem twierdza skazana jest na powolny rozpad,to kolejny przekład nieudolnych decyzji w zarządzaniu miastem i jego dobrami.Może warto zapytać mieszkańców o pomysł na twierdzę???