List od mieszkańca

Panie Wojtku
zastanawiałem się dość długo co do naszej Twierdzy i sądzę, że jest sposób aby w części coś każdego roku się działo ze zmianą wizerunku i zadbaniem o nasze wspólne dobro miejskie, ale do tego trzeba dobrej chęci Pana jak i wszystkich Radnych naszego Grodu. A wiec chodzi mi o to, że Pani Burmistrz mówi, iż potrzeba dużo pieniędzy nawet mówiła coś o stu milionach złotych, że takie potrzeby nie pokryją w całości wydatków na odremontowanie naszego zabytku, a już z tym się nie zgodzę ponieważ trzeba tylko chęci i trochę inicjatywy ze strony zarządzających. Rozumiem, że grubszych rzeczy takich jak uzbrojenie terenu czy odrestaurowanie pomieszczeń w majdanie nie jesteśmy w stanie bez dużych pieniędzy i inwestora strategicznego wykonać, lecz takie rzeczy jak otaczający sypiący się mur czy bramy wejściowe Giżycką i Kętrzyńską jesteśmy w stanie małymi kroczkami zrobić i dać im nowy wyraz świetności, dbałości oraz zaradności władz naszego miasta. Nie ma co ciągle debatować bo debaty nie rozwiążą problemu, a Twierdza będzie dalej ulegała degradacji i nakłady na jej konserwację będą ciągle coraz większe, a przy naszym zadłużeniu jeszcze dziesięć lat nic nie zrobimy ponieważ zarządzająca Twierdzą GCK nawet nie toczy żadnych rozmów i nie poszukuje strategicznego inwestora ograniczając się tylko do wydawania pieniędzy na niepotrzebne rzeczy i przedmioty niby to potrzebne ale czy w takim stopniu? Moim zdaniem sprzęt można by było wypożyczać i wykorzystywać od innych instytucji podległych pod miasto zaoszczędziło by to wiele pieniędzy, a pieniądze te można by było przeznaczyć na zakup cegieł bardziej potrzebnych na uzupełnienie ubytków w murach. Pamiętajmy że nawet choćby jedną bramę rocznie by się odnowiło to by był już jakiś początek i już byśmy byli na pewno szczęśliwi, że coś się dzieje. Jestem ciekawy czy GCK choć próbowało rozmawiać z kimś na temat Twierdzy pozyskać jakieś pieniądze od prywatnych przedsiębiorców naszego miasta lub nawet powiatu. A mamy na Twierdzy coś takiego jak piekarnia i już GCK powinno poprosić na rozmowy naszych piekarzy (nie wiem może jest jakiś związek piekarzy w naszym regionie) zainteresować i zapytać się czy oni by nie chcieli tej piekarni odrestaurować i prowadzić jakieś warsztaty piekarnicze, muzeum piekarnictwa czy coś w tym stylu, zwalniając ich w ramach rekompensaty z opłat za dzierżawę obiektu i terenu na długi czas miasto na tym skorzysta na pewno nie straci. To był jeden pomysł, ale jeśli chodzi o mury i bramy Panie Wojtku można by przecież oddelegować wszystkich konserwatorów budynków z innych podległych instytucji miejskiej na okres 3 miesięcy i oni by uzupełniali ubytki w murach i bramach naszej Twierdzy i proszę nie mówić, że to nie jest realne, można to zrobić ponieważ kodeks pracy na to zezwala i tak cegła po cegle, rok po roku Twierdza by zmieniała wygląd. Zwracam uwagę jakie są wynikające z tego oszczędności (nie trzeba płacić dodatkowych pensji a konserwatorzy by się dokształcali i byli wykorzystani maksymalnie) no jeszcze można by było dojść do porozumienia z powiatem czy by nie wykorzystać uczniów w ramach praktyk a uczniowie np. murarz – tynkarz na zakończenie szkoły dostawali by uprawnienia do prac związanych z konserwacją zabytków (do tego tez trzeba mieć uprawnienia). Mam nadzieję, że poruszy,Pan tą sprawę bo jest warta rozważenia! Zezwalam na opublikowanie mojego listu pozdrawiam

A jeszcze mam jedną prośbę, żeby Pan się zorientował ilu w Urzędzie Miasta i podległych instytucjach miejskich zatrudnionych jest konserwatorów, jeszcze raz pozdrawiam.

/dane osobowe usunięto/


Dziękuję bardzo za list i podsunięcie pomysłu na ratowanie twierdzy. Każda myśl, choćby najbardziej szalona, jest warta rozważenia. Dużo racji jest w Pańskich słowach, popytałem jednak tu i ówdzie i okazuje się, że nie wszystko byłoby możliwe do zrobienia… Jak uda mi się coś więcej ustalić, umieszczę na swoim blogu. Jeżeli Państwo chcielibyście odnieść się do pomysłu autora listu, proszę o wyrażenie tego w komentarzach.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Kategoria. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

6 odpowiedzi na „List od mieszkańca

  1. Bastion pisze:

    Z twierdzą Boyen to jest tak jak z schorowanym emerytką. Aby poprawić stan zdrowia musi być leczona, Już na oko widać, w jakim stanie jest stara, wysłużona, ale podziwiana przez oglądających. Emerytka nie ma pieniędzy a najbliższa rodzina zamiast posłać do lekarza, aby leczył, sprawia sobie niepotrzebne luksusy i to na kredyt. Już wiadomo co jest zaatakowane chorobą. Co robić.? Zrobić naradę całej rodziny począwszy od Matki do najdalszego kuzyna. Może i napisać o pomoc do rodziny, której odebrano dawno temu jeszcze zdrową pracującą a teraz jest już schorowaną, a rodzina mieszka w bogatym kraju, gdzie obowiązuje zasada Ordnung muss sein. Propozycje mieszkańca w swym liście do p. radnego są też pomocne w leczeniu z tym, że trzeba najpierw leczyć ręce, nogi a później wnętrzności. Co do leczenia ogólnego. Tylko największy ambaras w tym, aby wszyscy chcieli wykupić lekarstwa na raz. Jak matka z ojcem twierdzą, że muszą sami kontrolować i wydawać diagnozy, bo dzieci, którzy doradzają są za i przeciw, a inni z rodziny to już o chorobie nie mają żadnego pojęcia – chociaż można tam znaleźć lekarzy z długoletnią praktyką. Co jednak najgorsze, bezpośrednią opiekę nad tą schorowaną staruszką powierzono pielęgniarce, która uczyła się tańca, śpiewu i może malunku. Być babo zdrowa, zamiast tabletek dostajesz „Goniąc kormorany”

  2. Wojtek (Pogromca) pisze:

    Zgadzam się z „Bastionem”, skutecznie zdiagnozował problem twierdzy i podał wstępną receptę na uratowanie starowinki. Od kilku dni zastanawiam się, jak skutecznie i w bardzo szybkim czasie odrestaurować naszą twierdzę. Wiem, że nasze miasto jest teraz biedne jak „mysz kościelna” i nie jest w stanie wyłożyć choć kilkunastu tysięcy złotych na najpotrzebniejsze remonty. Moim zdaniem jest jedno wyjście aby pozyskać fundusze na renowacje tego zabytku. Jednak „patent” ten musi realizować osoba odpowiedzialna, umiejąca nawiązywać kontakty z ludźmi, znająca kilka języków, znająca specyfikę naszej twierdzy oraz taka, której historia Mazur i Giżycka nie jest obca.

    Moim zdaniem należy dokonać wstępnej kalkulacji kosztów renowacji poszczególnych fragmentów twierdzy (być może takie kalkulacje już istnieją). Ogłosić konkurs, w którym będziemy poszukiwać ewentualnych sponsorów na renowację danego obiektu na twierdzy. W zamian za pieniądze na renowację danego obiektu stawiamy obok odrestaurowanego obiektu stylową tabliczkę w kilku językach np. „Sponsorem renowacji Bramy Kętrzyńskiej jest Jan Kowalski” (oczywiście wchodzą w grę także firmy i sponsorzy z innych krajów). Należy również uwzględnić tz. „małych sponsorów” – mogą to być np. mieszkańcy naszego miasta, którzy nie dysponują dużymi pieniędzmi a także chcieliby wesprzeć renowację np. okalających murów. Dzielimy mur danego skrzydła na równe fragmenty np. o szerokości 2 m i wyceniamy remont danego kawałka. Ogłaszamy konkurs, w którym chętni wykładają pieniądze na renowację „własnego” kawałka muru. Po zebraniu chętnych na sponsoring danego skrzydła dokonujemy jego odrestaurowania a w miejscu reprezentacyjnym stawiamy jeną tabliczkę z imionami i nazwiskami sponsorów. Ponadto „mali” sponsorzy dostają bezpłatny dostęp do twierdzy i muzeum na okres 5 lat oraz 50% zniżkę na wprowadzenie znajomych oraz rodzin na teren twierdzy lub muzeum (zaznaczając w kontrakcie, że osób towarzyszących nie może być jednorazowo więcej niż 10). Osobną kwestią są bonusy dla tz. „dużych” sponsorów, tutaj należy pomyśleć o większych bonusach.

    Znając naszych mieszkańców jestem pewien, że chętnych na odrestaurowanie „swojego” kawałka muru nie zabraknie. Więksi sponsorzy również nie powinni zawieść. Twierdza Boyen jest obiektem dobrze znanym w Polsce i w Europie, dlatego dla wielu sponsorów będzie zaszczytem dołożenie własnej „cegiełki” do renowacji tego obiektu. Myślę, że niektórzy sponsorzy na swoich stronach internetowych zamieszczą bezzwłocznie informację, że wspierają renowację Twierdzy Boyen w Giżycku, chcąc podnieść swój lub swojej firmy prestiż. Na dzień dzisiejszy duże firmy i koncerny wykładają (w pewnym sensie inwestują) swoje pieniądze na działalność dobroczynną oraz na utrzymanie zabytków. Giżycko jest przecież znanym kurortem w Polsce, który odwiedza duża rzesza turystów. Nie jest tajemnicą, że co drugi turysta przyjeżdżający do Giżycka odwiedza Twierdze Boyen. Inwestycja polegająca na wyłożeniu pieniędzy na renowację tego obiektu bez wątpienia podniesie prestiż danej firmy czy danego przedsiębiorcy.

    Niektóre miasta w Polsce postanowiły sprzedać swoje zabytki prywatnym przedsiębiorcom np. Twierdza Modlin, która pomimo 7 przetargów nie znalazła nabywcy – a więc nie tędy droga. Nasze miasto nie jest w stanie uporać się z remontem Twierdzy Boyen ze względu na brak funduszy, fundusze pozyskane z dofinansowań również nie rozwiążą problemu. Warto zastanowić się nad sponsoringiem, który może być złotym środkiem na rozwiązanie problemów tego zabytku -czyli braku funduszy na renowacje i kiepskie zarządzanie. Na dzień dzisiejszy zarządca twierdzy raczy nas pięknymi wizualizacjami, wykonanymi przez zewnętrzną firmę za pomocą programu „Fotoshop”. Być może wkrótce pozostaną nam tylko te wizualizacje i wirtualne zwiedzanie Twierdzy Boyen – być może , choć tak być nie musi. Do tej pory zarządca twierdzy nie ma planu „B”- jak Boyen co do przyszłości tego zabytku. Niejednokrotnie przekonałem się, że rozwiązania proponowane przez mieszkańców naszego miasta są lepsze od tych, które proponują władze miasta. Władze miasta często obstają przy swoim wbrew zasadom zdrowego rozsądku i logiki.
    Może czas posłuchać mieszkańców i fachowców od zabytków? Chyba jednak czas na plan „B”… .

  3. Gosia pisze:

    Bardzo podobają mi się podobają powyższe pomysły. Jednak nie rozumiem dlaczego tak ważne miejsce dla naszego miasta jest spychane na dalszy plan.

  4. kate pisze:

    to tak jak z toaletami,nie opłaca się w nie inwestować bo i tak będą zdewastowane ,bo nie dorośliśmy do tego żeby z nich korzystać,a turyści załatwiają potrzeby w barach(o ile już są czynne,jeśli nie id w krzaki w XXI)

  5. kate pisze:

    to tak jak z toaletami,nie opłaca się w nie inwestować bo i tak będą zdewastowane ,bo nie dorośliśmy do tego żeby z nich korzystać,a turyści załatwiają potrzeby w barach(o ile już są czynne,jeśli nie idą w krzaki w XXI)

  6. Bastion pisze:

    Ostatnio naszą twierdzę Boyen porównałem do schorowanej emerytki, którą opiekuje się z urzędu pielęgniarka o specjalności – centralna kultura. Z ostatnich komunikatów można stwierdzić, że emerytka zapadła na groźną chorobę – może cholera, albo tyfus – choroby wojenne. Bardzo kompetentne gremium lekarzy różnych specjalności, które chciałoby z okazji 100 rocznicy wybuchu 1 wojny, odebrać emeryturę i pokazać jaka jest jeszcze staruszka żwawa. Może pociągniecie strategicznie jest warte dalszych konsultacji i zaciągnięcia opinii różnych kas chorych, aby zaaplikować końską dawkę żywotności. Dlaczego dochodzę to stwierdzenia o groźnej chorobie, bo to konsylium nie odważyło się udać w odwiedziny do staruszki a tylko obradowało w sterylnych warunkach hotelu Masovia. Dmuchaj na zimne – twierdził prorok. Miało wystarczyć na obrady 5 minut 1914 – 2014, a oglądając transmisję było ponad 120 minut. Zauważyłem, że na konsylium przybył tylko ojciec, bo matka – jak żaby kumają – zajmuje się dzielnicą Ghazni, gdzie nie ma epidemii, a okolica całkiem bezpieczna. Niebawem obywatele tej dzielnicy dalekiego kraju będą w odbudowanym zamku zajadać tłuste leszcze i może odwiedzą i pocieszą staruszkę bombą własnej roboty. Widziałem – po naciśnięciu – podpis na umowie. Główny lekarz był zorientowany w temacie, jak i jego zastępca, tylko mam pytanie czy obecna pielęgniarka chorej była obecna? Dawna dyscyplinarnie zwolniona – była obecna i przedstawiała dobre rady. Gremium lekarskie było o wielkiej wiedzy, tylko w jaki sposób pobudzić staruszkę, aby wytrzymała ponowne ataki ruskich adoratorów, tego nie zapisano na recepcie. Brak refundacji. Wakacje. Recepta ma ważność 2 lata zawsze można odpowiedni lek zapisać, czy nie będzie za późno?