Jerzy Świerczek"Ja tu byłem żołnierzem", cz. 1

Wielkimi krokami zbliżają się obchody 400-lecia Giżycka, podczas których z pewnością będzie dużo wspomnień, porównań i mam nadzieję – refleksji. Niedawno otrzymałem bardzo ciekawy materiał od Pana Jerzego Świerczka – „ostatniego uzbrojonego żołnierza twierdzy” – jak sam siebie określił we wspomnieniach Pan Jerzy. Dzisiaj przedstawiam pierwszy fragment dość obszernych, jednocześnie niezwykle ciekawych, wspomnień… Szczególnie w kontekście planowanej na najbliższą środę debaty na temat przyszłości (a może i przeszłości?) giżyckiej twierdzy. Tymczasem oddajmy łamy mojego bloga autorowi owych wspomnień.


Były takie dwa lata.

Mroźna grudniowa noc. Ciężka lokomotywa z kierunku Tczewa z kilkoma pulmanami wtoczyła się na 2 peron stacji kolejowej Giżycko. A była to sobota 10 grudnia 1955 r koło godziny 22.
Skończył się cel naszej podróży. Takiej z przymusu. Na jak długo?. Co najmniej 24 miesiące. Ale ten czas może być wydłużony.
W tą noc wysiadło na giżyckim dworcu razem ze mną, co najmniej 9 cywili i dwóch umundurowanych żołnierzy, czyli cała nasza grupa. Można było przypuszczać, do Giżycka przyjeżdżają tylko przyszli rekruci.
Giżycko opuszczało tym pociągiem – dużo żołnierzy może pól kompanii – na urlop lub przepustkę, bo było widać radość a nie to, co u wysiadających.
Wychodzimy z dworca, aby zaszyć się w ciemne i uśpione miasteczko, pomimo braku oświetlenia ulicznego było jeszcze widać ciemne ruiny domów świadków ostatniej wojny. Pomimo, że już minęło 12 lat. Idziemy w nieznane.
Po paru minutach koniec miasta tylko po prawej stronie słabo oświetlone koszary. W duchu każdy myśli to jesteśmy na miejscu. Idziemy dalej, to jeszcze nie nasze koszary – odpowiada porucznik – przeczuwając nasze przypuszczenia. Wchodzimy jakby do lasu, pomimo śniegu jest ciemniej.
Droga a może to jeszcze ulica, lekko pnie się pod górę. Jeszcze 200 metrów – słychać naszego przewodnika. Dochodzimy do wielkiej bramy, co można było zauważyć w poświacie białego śniegu, który otulał wały i gąszcz krzaków i drzew. Brama solidnej budowy z zgrzytem nas przyjęła… jak się okazało na 12 miesięcy i silnym zatrzaśnięciem pożegnała mnie w początku stycznia 1957… na 50 lat.
Czas mijał. Minął XX wiek. Skończył się czas mej 40 letniej pracy zawodowej i 10 lat emerytury.
Ale myśl o tym grudniowym w 1955 dniu był zawsze w pamięci, co teraz dzieje się w tej byłej pruskiej twierdzy, która opuszczałem, jako ostatni uzbrojony żołnierz. Od tej chwili przestała być obiektem wojskowym. Miałem nadzieje, że te 50 lat nie zniszczyły solidnych murów. Chciałem tam pojechać.
Ale jak jechać w nieznane. Może już nikt nie pamięta, że w twierdzy była jednostka wojskowa. A jak pamięta, to nie był w środku. Brama do twierdzy dla cywili była zamknięta na cztery wrota, wartownika i biuro przepustek.
We wszystkim pomogła mnie ciekawość wertując strony w internecie.
Dowiedziałem się, że działa tam Towarzystwo Miłośników Twierdzy Boyen. Co to za nazwa Boyen? Co za nowa nie polska nazwa?
To mnie skłoniło do napisania listu.
„Jest jeszcze taki żołnierz, co w tej twierdzy służył, w czasach jak ona służyła wojsku.”
Miałem wrażenie, ze list mój będzie niezauważony, znajdzie się w koszu.
A tu dostaje zaproszenie na Święto Twierdzy, czyli 161 rocznicę rozpoczęcia budowy przez Prusaków tej budowli.
Opuszczałem w 1957 roku, jako uzbrojony żołnierz, to znaczy twierdza miała 112 lat jak przestała być obiektem militarnym. Czyli służyła 102 lata wojsku prusko – niemieckiemu i 10 polskiemu.
Z wielką radością zaproszenie przyjąłem, jak rozkaz wyjazdu – jak ten z 1955 roku.
I znów pociąg wjechał na peron stacji Giżycko. Już inny. Teraz już nie pieszo, ale taksówką pojechałem pod znaną mi bramę. Była to też godz. 10, ale rano w sobotę 9 września 2005.
Co łatwo można obliczyć – do 50 lat brakowało 2 miesięcy. A ten czas tak szybko przeleciał. Giżycko było teraz innym miastem. Miastem wypoczynku i sportów wodnych.
Tylko jak przejechałem kanał łączący dwa jeziora, było tak samo, może mniej zieleni. Czas się zatrzymał. Brama była otwarta. Tylko mniej wrót i nie było wartownika.
A przed blokiem, który nazywaliśmy „koszary” witał mnie tłum roześmianych kobiet biorących udział w Eurosabacie (czarownic). To zrobiło na mnie wielkie wrażenie.
W latach jak „należała do wojska” wstęp na teren naszej jednostki wojskowej był tylko dla mundurowych, jedyną panią, którą można było podziwiać to prowadząca kantynę. Ale była też żoną oficera.
Jestem na „swoim” placu. Przedstawiłem się prezesowi towarzystwa miłośników p. Wojciechowi Chodakowskiemu. Po chwili otoczyło mnie kilku redaktorów miejscowej prasy i redaktor Teleekspresu.
A najważniejsze dla mnie były słowa wypowiedziane przez prezesa do zebranych gości – „dzisiaj jest w śród nas b. żołnierz ludowego Wojska Polskiego, który jako ostatni opuszczał twierdzę w 1957.” Czułem się najważniejszą osobą w ten dzień święta twierdzy. A była to już 161 rocznica od wmurowania kamienia węgielnego.
Co było dla mnie ważne to, że miałem okazje nocować na „swej” sali, w której 50 lat temu mieszkałem, jako żołnierz elew 2 drużyny plutonu szkolnego.
Dwa dni minęły szybko i przyjemnie.
Ponowne zaproszenie. Na VII Zimowe Zdobywanie twierdzy Boyen. Jak nie pojechać? Przyjechałem 10 marca 2006. Teraz poczułem się znów „cywilnym” żołnierzem, bo na placu przed koszarowcem zaroiło się ludźmi w mundurach. Po raz 1 zobaczyłem na tym placu orkiestrę wojskową, 2 generałów i pułkowników i zawodników zdobywania.
Takie były moje silne wrażenia, gdy pan prezes poprosił, abym coś powiedział do zawodników to zabrakło mi słów, powiedziałem tylko – tu byłem 50 lat temu i coś jeszcze.
Po zawodach z rąk dowódcy 16 Pomorskiej Dywizji Zmechanizowanej gen. dyw. Zygmunta Sorokosza otrzymałem diament Odznaki 16 PDZ. To moje pierwsze w życiu tak bliskie spotkanie z generałem. Jakie to przyjemne usłyszeć słowa generała „panie kapralu – wręczam panu Diament Odznaki 16 Dywizji? (W dniu tym podobną odznakę otrzymał prezes TMTB pan Wojciech Chodakowski.) W 1956 roku tu zostałem odznaczony Odznaką Wzorowy Saper. Dwa wojskowe odznaczenia a 50 lat różnicy.
Mój drugi pobyt w twierdzy znów zrobił na mnie wielkie wrażenia.
Teraz tylko myślałem, czy dam radę jeszcze tu przyjechać jak otrzymam następne zaproszenie.
I doczekałem się, chociaż święto twierdzy odbyło się dopiero 28 – 29 października 2006. teraz pojechałem z żoną, aby pokazać jak tam jest, gdzie pełniłem służbę wojskową.
Teraz to była 162 rocznica istnienia twierdzy Boyen, oraz 50 rocznica polskiego października 1956.
Zabrałem też głos w temacie: „jeden miesiąc 1956 roku”, czyli o Polskim Wielkim Październiku u nas w koszarach.
Od którego czasu rozpoczyna się ocieplenie w polityce, (bez przelewania krwi w tym czasie – jak to miało miejsce na Węgrzech, gdzie parę tysięcy poległo).
Jak był tylko wolny czas – obchodziliśmy z żoną rozległy teren twierdzy i tu muszę stwierdzić, że dużo fragmentów twierdzy zobaczyłem po raz pierwszy.
Jest rok 2007. Otrzymuję zaproszenie na VIII Zimowe Zdobywanie Twierdzy dniach 23 do 24 marca.
Jak otrzymałem zaproszenie to trzeba jechać. Pomimo lekkiej niedyspozycji – po udarze mózgu – zjawiłem się. Aby podziwiać zmagania. Podarowałem na ręce prezesa twierdzy wykonana z drewna plakietkę symbolizującą symbole saperskie – minę i dwa topory z napisem „saperzy w twierdzy do 1957”.
Ja natomiast od przedstawiciela MON otrzymałem pamiątkowy zestaw noży i innych potrzebnych rzeczy np. kombinerki i inne. Przyjechałem też na 163 święto twierdzy w dniach 14 – 15 września 2007. Zasób pamiątek powiększył się, w tym paterę z mym nazwiskiem.
22 – 23 lutego 2008 znów stawiłem się na placu przed koszarowcem 1 na IX ZZTB. A tu szok dla mnie – pan prezes TMTB ogłasza, że ostatni żołnierz twierdzy giżyckiej otrzymuje w dowód uznania hełm tzw. „łapacz myśli”. Jest to wyróżnienie dla osób, którzy włożyły wkład dla dobra twierdzy.
Przez kilka chwil jestem w stalowym hełmie – w podobnym – gdy dziesiątki godzin spędziłem na warcie na terenie tej twierdzy, ale 52 lata temu. Na bramie, na majdanie, w sztabie przy tajnej kancelarii, czy piekarni w Wilkasach.
Bardzo mile wspominam wszystkie moje przyjazdy do Giżycka, gdzie tyle otrzymałem przyjemnych słów podziękowań od członków Towarzystwa Miłośników Twierdzy Boyen, które to towarzystwo jest gospodarzem twierdzy od roku, 1993 czyli 15 lat. Wszystko ma swój kres. Wychodzi umowa TMTB z właścicielem, czyli miastem. Decyzja radnych – trzeba zmienić dzierżawcę – za długo działają – od 1 września 2008 powierzają działaczom kultury. Kulturalny eksperyment. Teraz jak mi wiadomo TMTB od nowa w koszarowcu 2.
15 sierpnia 2008 skromnie obchodzono 165 święto twierdzy. Nie byłem.
14 marca 2009 znów byłem w śród swoich – murów, młodzieży i członków TMTB. Dziesiąte jubileuszowe ZZTB.
12 marca 2010 znów zaproszono na XI ZZTB, – co prawda zdobywanie odbywa się na okrojonym terenie twierdzy, bo nowy dzierżawca, jakim jest Giżyckie Centrum Kultury nie za bardzo popiera kulturę paramilitarną. Jednak ma to i dobre strony – wszystkie zmagania dobrze widoczne.
Bardzo przypadkowo byłem obecny na święcie twierdzy zorganizowanym przez GCK w dniach 19-20 08. 2010 Czyli 157 rocznica wmurowania kamienia węgielnego pod budowę twierdzy.
Teraz jeszcze pytanie? Czy jeszcze przekroczę bramę twierdzy Boyen.

cdn.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Kategoria. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Możliwość komentowania jest wyłączona.