Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie…
czyli XX sesja moim okiem

Choć w porządku obrad ostatniej sesji trudno znaleźć punkt dotyczący szkolnictwa, nie sposób oprzeć się wrażeniu, iż był to temat dominujący. Z co najmniej dwóch powodów: Pani Burmistrz udzieliła odpowiedzi na moją interpelację ws. zapewnienia bezpiecznych i higienicznych warunków nauki, wychowania i opieki w miejskich placówkach oświatowych oraz z powodu dość burzliwej dyskusji podczas udzielania odpowiedzi na zapytania radnych w sprawie oświaty. Choć wieści nie są optymistyczne, mnie cieszy, że po raz kolejny zostaje zauważony i podkreślony problem demografii Giżycka. Można by rzec – nareszcie… gdyż kiedy o tym starałem się mówić dwa lata temu odnosiłem wrażenie, że problem był lekceważony. Wówczas wsparcie, otrzymałem jedynie od prof. W. Łukowskiego, który wyraził swoje zdanie w tekście „Forever Young” pisząc: (…)Wreszcie ktoś to powiedział otwartym tekstem: najważniejsza dla Giżycka jest demografia! To być albo nie być. (…).

Dyskusję sprowokowała wypowiedź Pani Burmistrz, w której dało się wyczuć swoistą ucieczkę od odpowiedzi na zadane pytanie radnego M. Bocia, dotyczące narzuconej liczebności klas w gimnazjach. Okazuje się, że klasy te mają liczyć po 35 uczniów (sic!). Pani Burmistrz wyraźnie dawała do zrozumienia, że nie tylko nie jest rolą Rady dyskusja na temat arkuszy organizacyjnych, ale również radni nie posiadają takiej wiedzy jaką posiada burmistrz. Argumenty wydają mi się zupełnie nietrafione: po 1. organem prowadzącym jest gmina (czyli również Rada jako jeden z jej organów), a po 2. w składzie Rady naliczyłem 6 (czyli niemal 30%) osób związanych z oświatą, w tym 4 obecnych lub byłych dyrektorów lub zastępców dyrektorów szkół.
W każdym razie radny J. Kiczyński zauważył jednak, że troska M. Bocia jest nieco spóźniona, bowiem to nie kto inny jak m.in. radny Boć nie miał oporów przed głosowaniem za wydatkami np. na dodatkowe oświetlenie kładki (200.000 zł – przyp. W. Iwaszkiewicz). Przy takiej rozrzutności nie ma zatem co się dziwić, że dzisiaj szuka się oszczędności wszędzie. Pamiętajmy jednak, że nie wszystko, co wydaje się dzisiaj oszczędnością, w dłuższej perspektywie okazuje się opłacalne…, bowiem jak pisał Jan Zamoyski i Andrzej Frycz Modrzewski „Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie”

Pozostałe sprawy z sesji. Wybrane informacje Pani Burmistrz:

  • trwają prace projektowe związane z modernizacją placu Targowego (utwardzenie, wiaty)
  • w październiku powinna być ukończona dokumentacja przebudowy przejścia przez tory na ul. Wyzwolenia
  • do końca mają ma być ukończone prace w parku (cmentarzu) na ul. Warszawskiej
  • ekshumowane szczątki zostaną umieszczone w trumienkach (koszt ok. 10.000 zł, wykona je ZAZ) i złożone w ossuarium, które powstanie w miejscu, gdzie stała kiedyś kaplica
  • dość dobrze sprzedały się działki w dzielnicy przemysłowo – składowej

W części dotyczącej zapytań do burmistrza starałem się ustalić, kiedy zostanie wydana monografia naszego miasta, ponieważ rzekomo termin jest zagrożony. Informacja potwierdziła się. Pani Burmistrz poinformowała, że praca nie zostanie wydana na główne obchody. Wymaga jeszcze konsultacji z jednym z autorów (jak udało mi się ustalić, jest ich bodaj 6) i monografia zostanie przekazana do druku w późniejszym, nieznanym dziś terminie.
Ponadto zauważyłem, że w kamienicy na Dąbrowskiego 6 wykuto od frontu otwór na drzwi. Znając problemy z funkcjonowaniem wejścia przez wspólną klatkę schodową do „noclegowni” zapytałem, czy oznacza to, że nareszcie rozdzieli się wejścia wybijając podobny otwór od podwórka. Wydaje się, że nie powinniśmy obawiać się sprzeciwu konserwatora zabytków, skoro wydano zgodę na zmianę elewacji frontowej.

Przypomniałem także, że toaleta na ul. Owsianej, choć wyremontowana, wciąż nie jest oznakowana. A miała być. Rozumiem, że jest jeszcze czas, ale już w przyszłym tygodniu rozpoczynają się obchody jubileuszu naszego miasta. Poprosiłem także o pisemną opinię prawną radcy prawnego ws. legalności funkcjonowania komisji rewizyjnej, ponieważ zarówno z piśmiennictwa jak też orzecznictwa wynika, że w składzie komisji powinni być przedstawiciele wszystkich klubów. A przypomnę, że od marca w komisji nie ma członków 2 klubów. Mam zatem poważne wątpliwości co do legalności podejmowanych działań przez Komisję Rewizyjną. Tym bardziej, że przewodniczący komisji – A. Urbaniak odmówił mi takiego wystąpienia zasłaniając się uzyskaniem opinii ustnej. Informacja ta została jedynie podana do protokołu posiedzenia Komisji. Sprawa wydaje mi się o tyle istotna, że właśnie rozpoczyna się kontrola w CPUiIS.

Radny J. Kiczyński przypomniał zgłaszany przeze mnie problem skrzyżowania ul. Owsianej z ul. Kolejową. Potwierdził, że problem zbyt małej szerokości tego skrzyżowania jest dość uciążliwy. Zastępca Burmistrza poinformował, że tematu jeszcze do końca nie rozpoznał, ale na następnej sesji przekaże ostateczne ustalenia dotyczące poprawy łuków.

Radny C. Piórkowski dopytywał, z kolei o szczegóły współpracy nawiązanej z Afganistanem podczas pobytu Pani Burmistrz w Azji. Na razie odpowiedzi nie było. Ponadto radny Piórkowski zwrócił się z zapytaniem do Pani Przewodniczącej, chcąc ustalić do kogo zostało wysłane stanowisko Rady ws. TV TRWAM. Okazuje się, że do nikogo. Zostało zamieszczone w Biuletynie Informacji Publicznej… A tak na marginesie: radna M. Popieluch pytała, dlaczego nie ma w „kablówce” programu „Prosto z Giżycka”. Okazuje się, że wydawca zrezygnował z emisji. Nie chcę podpowiadać mojej koleżance – radnej, ale może jakieś stanowisko Rady zmusiłoby nadawcę do zmiany decyzji… ;)

Sesję zakończył bardzo miły akcent. Jedna z mieszkanek ul. Warszawskiej po przedstawieniu problemu przekazała kwiaty od mieszkańców budynku radnej M. Popieluch za wsparcie w rozwiązaniu ich problemu. Dodatkowo przekazała okazały pierścień w celu wyceny i sprzedaży. Uzyskane środki mają zasilić prowadzone przez stowarzyszenie M. Popieluch hospicjum domowe. Piękny gest.

Następna sesja już w czwartek. I będzie to sesja uroczysta inaugurująca obchody 400-lecia grodu znad Niegocina. A w piątek o 10:30 na placu Piłsudskiego uroczyście powitamy żołnierzy powracających z Afganistanu. Więcej o programie obchodów wkrótce.

Opublikowano Kategoria | Skomentuj

Oceńmy giżycką służbę zdrowia

file_

Opublikowano Kategoria | Skomentuj

I po sesji…

XX sesja Rady Miejskiej przejdzie do historii z powodu dość krótkich i zgodnych obrad. Wszystkie projekty zyskały akceptację Rady i to w każdym niemal przypadku – jednogłośną. Wyjątkowo także jeden projekt był głosowany dwukrotnie. Wszystko za sprawą różnic w lokalizacji nadania pieczęci i praw miejskich naszemu miastu według kalendarza gregoriańskiego i juliańskiego. Padały wszelakie pomysły i różne argumenty. Konsultowano nawet sprawę telefonicznie z prof. G. Białuńskim… Ostatecznie zaproponowałem pewien kompromis – aby nie określać dat z tak dużą precyzją. Oświadczenie jest symbolem i dlatego, w moim przekonaniu, wystarczy że zapiszemy, iż odbyło się to w 1612 roku, czyli 400 lat temu. Ta idea zyskała akceptację Rady.

Dominującym tematem sesji była jednak oświata i nie tylko za sprawą mojej interpelacji, ale także z powodu dość burzliwej dyskusji. Sądzę jednak, że sprawa ta wymaga odrębnego potraktowania. O szkolnictwie i demografii, a także pozostałych sprawach niebawem.

Zdradzę jednak, że warto zarezerwować sobie czas na 1 czerwca, od 17:30. Radny Andrzej Jelec wraz z bratem – Tadeuszem, który jest stylistą Jaguara oraz Rotary Club i przy współudziale Hotelu St. Bruno**** organizują pokaz samochodów właśnie marki Jaguar. Będzie na co popatrzeć, a może nawet więcej niż popatrzeć (radny Jelec nie upoważnił mnie na razie do zdradzania zbyt wielu szczegółów)… Całość poprowadzi redaktor Maznas z TVN Turbo. Czeka nas sporo niespodzianek, a radny A. Jelec zaprasza wszystkich giżycczan wraz z dziećmi (w końcu 1 czerwca!) na pokaz. Warto tam być! Zapowiada się niezwykle prestiżowe wydarzenie dla naszego miasta w roku jubileuszu.

kiedy: 1 czerwca 2012 r., 17:30
gdzie: Hotel St. Bruno**** w Giżycku
Wstęp wolny!

Opublikowano Kategoria | Skomentuj

Jerzy Świerczek
„Ja tu byłem żołnierzem”, cz. 2

(…) Szanowni obywatele zabieram was teraz do jednostki wojskowej 3120 w Giżycku. Będziecie saperami, czyli najmądrzejszą specjalnością w wojsku, bo to wojska inżynieryjne. Zdenerwowany Symon zaklął, do cholery to mamy jechać, aż tak daleko, to może i 400 km. To jest celowo zaplanowane, by żołnierz był tak daleko – tłumaczy kapral – im dalej od domu tym lepiej. Żołnierz nie tęskni za domem i nie ma złych myśli, aby dokonać dezercji. Pamiętajcie, że każde wyjście za bramę koszar bez przepustki lub rozkazu wyjazdu, przebranie się w cywilne ubranie, to dezercja, za którą karze się surowo. Zgodnie z ludową praworządnością. Ludowa ręka jest łaskawa i ciężka. To zapamiętajcie na zawsze. Obywatelu kapralu wypłaćcie to, co poborowym się należy – poleca porucznik Łach. Jak sobie przypominam była to kwota 12 złotych na łepka.
Jednocześnie zezwala, aby z kapralem – dwóch z naszych mogło pójść do miasta i pieniądze zamienić na coś konkretnego. Sam porucznik dokłada 20 zł do wspólnej puli, co uważamy, że się wkupił. Ale to się okaże. Symon i Miler udają się do „Dworcowej” i kupują tam 5 win „patykiem pisanych” 12 porcji parzonej kiełbasy i tyle bułek. ( Te produkty były w tych latach bardzo popularnym jedzenie podczas podróży, można było też kupić na dworcowych poczekalniach). Zakupy pakujemy do toreb, gdzie jest jeszcze jedzenie na 12 godzin zabrane z domu. Nie obawiamy się, że, będziemy głodni w długiej ponad 8 godzinnej podróży.
(…)
Dyżurny stacji w czerwonej czapce czerwoną chorągiewką dumnie daje znak odjazdu. Ciężki parowóz jeszcze z dostaw amerykańskich zasapał, wypuścił z sykiem parę, kłęby czarnego dymu i powoli rusza w dal…. (…)
Pociąg wjeżdża na stację Tczew, teraz przesiadamy się do pociągu pospiesznego w kierunku na Białystok po drodze będzie nieznane nam miasto Giżycko. Już z geografii wiedziałem, ze jest położone nad wielkimi jeziorami. Robi się ciemno, cóż to grudzień, dzień krótki.
Już w pociągu olsztyńskim znudzeni monotonnym stukotem kół i słabym światłem gazowych lamp, które konduktor zapalił swoją karbidówką, szybko zasypiamy. Sen podbudowany zawartością butelek, przyczynił się, że droga szybko przebiegła, gdyby nie nasi opiekunowie, to byśmy dojechali, może aż do samego końcowego Białegostoku.
Kapral pokazuje swój głos wołaniem pobudka, pobudka – zaraz będziemy wysiadać. Pociąg zwalnia i i zatrzymuje się naprzeciwko białej tablicy – Giżycko (A jeszcze 10 lat temu na tablicy widniał napis – Lötzen, Miasto zostało o tej nazwie zapisane w 1612 roku, chociaż poprzednio nosiło inne nazwy. Miasto, które dzięki woli zdobywców zostaje wkreślane w granice Polski, dlatego możemy tam jechać. Była też polska nazwa Lec. Nazywano też zaraz po wojnie obecne Giżycko do 1946 Łuczany.)
Koniec naszej podróży. Początek nowego życia. Wchodzimy na ulicę miasta, gdzie mamy spędzić 2 lata przerwy w życiorysie – jak to obecnie młodzież nazywa służbę wojskową. Ale my w tym czasie inaczej myśleliśmy. Dla nas była to szkoła życia, którą każdy mężczyzna musi przejść. (Znaliśmy już, co to jest wojna z własnego przeżycia, bo każdy z nas przez 6 lat przeżywał jej „dobroć” na własnej skórze. Każdy widział już żołnierzy niemieckich, radzieckich i polskich tych z orzełkami bez korony i w koronie, którzy wracali z Anglii).
Wychodząc z ciepłego wagonu na peron stwierdzamy, że tu w Giżycku jest mroźno i leży śnieg najmniej 20 cm, bo w Chojnicach było na plusie i bez śniegu. (Teraz te strony nazywa się biegunem polskiego zimna i krainę 1000 jezior).
Po przejściu pod tunelem wchodzimy na plac przed stacją kolejową. Trudno było ocenić, że to stacja kolejowa. Jest ciemno, miasto nieoświetlone. Jakby miasta nie było. Ustawiamy się dwójeczkami i za porucznikiem idziemy przed siebie. Leżący biały śnieg sprawiał, że oczy przyzwyczajają się do ciemności i widzimy kontury uśpionego obcego dla nas miasta. Ale widać jeszcze dużo ruin. Świadkowie ostatniej wojny, która tylko 10 lat temu, co zakończyła się. (często ruiny powstawały już po wypędzeniu Niemców. Celowo niszczono i grabiono, co niemieckie, a to przez wojska radzieckie w odwecie za zniszczenia w ZSRR dokonane przez żołnierzy niemieckich. Takie było jest i będzie prawo wojny. Zwycięzcy nikt się nie pyta czy ma rację, może po latach kwestionuje się to zwycięstwo. Ale fakt jest faktem)
Miasto nieduże – szybko jesteśmy na rogatkach miasta. Po lewej stronie zauważamy koszary, a po prawej tylko pola przecięte jedną ulicą.
Jeden z naszych, gdy ujrzał koszary, – co to już jesteśmy na miejscu?. Na co otrzymuje odpowiedz – jeszcze idziemy dalej.
Przed nami las, po prawej stronie małe jezioro. Może z 100 m i dochodzimy do ceglanej bramy z solidnymi mocno okutymi wrotami, po otwarciu wchodzimy niby do ciemnego tunelu. Co to? – Zapytuje Miler. To taka twierdza zbudowana jeszcze przez prusaków i tam są nasze koszary – odpowiada kapral. Dochodzimy do drugich podobnych wrót są lekko odchylone, Porucznik wyjmuje z raportówki latarkę o oświetla. W rogu siedzi skulony, śpiący wartownik. Słychać chrapanie. Blask światła powoduje, że momentalnie wstaje – i „ja nie spałem obywatelu poruczniku”- melduje. Dobra – otwierajcie wrota, jutro pogadamy.
Pierwszy raz w życiu zobaczyłem prawdziwego wartownika i to w takiej nietypowej sytuacji. ( ta brama to – brama giżycka). Na dworze było mroźno, więc ubrany był – mym zdaniem – odpowiednio. Na sukiennym płaszczu narzucony kożuch z owczej skóry włosem do środka i puszysty kołnierz podniesiony do góry. (Dokładnie opisuję, bo po przysiędze sam ubierałem się tak, – bo zima trwała do połowy marca). Na filcowych butach nadziane tzw. niedźwiadki – czyli drugie buty skórzane na wysokich drewnianych spodach. Uszanka zawiązana mocno pod szyją. Prawdziwy niedźwiedź.
Pistolet przewieszony na pasie, jak później nam powiedziano jest to PM-43, który obok pepeszy był skutecznym automatem do zabijania wroga.
Wartownik otwiera wrota do końca i idziemy dalej. Bo przed nami widać kamienno – ceglany mur. Po przejściu następnych dwóch wrót, które były otwarte a połączone długim tunelem. Wchodzimy na plac i stajemy przed ceglanym blokiem. To są nasze koszary – chwali się kapral.(Koszarowiec 1). Twierdza śpi tylko na korytarzach przy stolikach czuwają służbowi i wartownicy na posterunkach. Wchodzimy od frontu po schodach na korytarz. Od stolika wstaje żołnierz z białą czerwoną opaską na ramieniu prawej ręki i w czapce garnizonowej z paskiem pod brodą i zaczyna meldować… Obywatelu poruczniku… Dobrze – odpowiada porucznik.
Otwierajcie służbowy izbę żołnierską i niech ta dziesiątka poborowych do rana rozlokuje się. W „izbie” na drewnianej podłodze ułożono sienniki napchane słomą. Czapiewski poprawiając siennik powiedział: ,,Wiecie co, rok temu to była na pewno słoma, ale, ta co jest teraz w tych siennikach, to ja taką w domu nie ścielę bydłu”. A my mamy na niej odpoczywać. Obok leżało kilka szarych wytartych kocy.
Ale znużeni podróżą, kładziemy się na tym legowisku i zasypiamy snem sprawiedliwych obywateli. (…)

cdn.

Opublikowano Kategoria | Skomentuj

Migawka dnia

Masovia

Opublikowano Kategoria | Skomentuj

ProwizorGCKa?

Wczoraj (środa, 9 maja 2012 r.) odbyła się debata – a może bardziej właściwym sformułowaniem będzie – „spotkanie” dotyczące Twierdzy Boyen. Poszedłem z nastawieniem, iż po okresie 3-letniego zarządzania zabytkiem przez GCK usłyszę coś w rodzaju analizy sytuacji i diagnozy, a nawet poznam pomysł na przyszłość… Tymczasem można było usłyszeć, że z powodu sytuacji gospodarczej nie planuje się zmiany formy zarządu. Oznaczać to może, że zdaniem Pani Burmistrz obecna forma jest zadowalająca. A przynajmniej sprawdza się na tyle, że nie ma potrzeby nic zmieniać. Czy zatem nie od tego zdania powinno się to spotkanie zacząć…?
Moje zdanie jest nieco inne. Uważam, że oddanie w zarząd instytucji kultury tak dużego obiektu nie ma zbyt wielkiej szansy powodzenia. Miało być to rozwiązanie tymczasowe, a jak wiemy z życia – prowizorki okazują się być najtrwalsze. I tym razem okazuje się, że GCK będzie zarządzać Twierdzą prawdopodobnie co najmniej przez kilka następnych lat. Decyzja zatem już zapadła, ale uważam, że warto mimo to rozmawiać; bo jest o czym.
Spotkanie rozpoczęła prezentacja wykonanych barierek i ścieżek oraz oznakowania w Twierdzy. Skupiono się na sukcesach – co jest dla mnie zupełnie zrozumiałe. Ale trzeba mieć również świadomość, że wykaszanie traw, usuwanie porostów i samosiewów to jest niezbędne minimum. Są miejsca, gdzie Twierdza (kazamty, mur Carnota) – dosłownie – „się sypie”. Brak odpowiedniej reakcji powoduje, że ubytki postępują w tempie geometrycznym – pierwszego roku odpadła jedna cegła, a po kilku latach już kilkanaście.
Uważam, że Twierdza potrzebuje jakiegoś swoistego koła zamachowego – czegoś, co spowoduje, że warto będzie ja odwiedzać. Wówczas jedno przedsięwzięcie będzie inicjowało drugie. Jeden z mieszkańców (dziękuję!) nadesłał mi pomysł, aby przenieść na Twierdzę siedzibę GCK i urządzić salę koncertową na majdanie (a może nawet i amfiteatr) koncentrując w ten sposób życie kulturalne miasta właśnie w twerdzy. Cóż, każdy pomysł jest wart rozważenia… Kilka lat temu (dokładnie w 2005 roku) złożyłem na ręce Pani Burmistrz swój pomysł – urządzenia na twierdzy Centrum Sportowo – Rekreacyjnego. Ostatecznie idea nie znalazła akceptacji, ale kierunek wciąż uważam za słuszny. Nawet przez jakiś czas dyskutowano o tym, uznając ostatecznie pomysł za chybiony.

fragment wypowiedzi na ofg.pl z 2005 r.

W lutym tego roku złożyłem do burmistrza Giżycka uwagi dot. planu zagospodarowania przestrzennego tzw. Wyspy Giżyckiej. Ośmiostronicowe opracowanie nazwałem roboczo Założenia do Koncepcji Centrum Sportowo-Rekreacyjnego >>Centrum von Boyen<<. W założeniach koncepcji ująłem m.in. stadion lekkoatletyczny, boisko piłkarskie (wraz z oświetleniem), lodowisko (hokej, bandy, tor), ścianka do wspinaczki i wiele innych. Zaproponowałem, aby niszczejące budynki zaadoptować na potrzeby zaplecza (szatnie, sanitariaty, sauna, sala konferencyjna)… Spalone i zniszczone - zrekonstruować (za wyjątkiem kurników ;))
Otrzymałem odpowiedź od burmistrza, że wszystkie uwagi zostały uwzględnione w całości. No to poczekam…
Do popełnienia tego sprwokował mnie mocno forsowany pomysł zlokalizowania lodowiska w okolicach SP7. Uważam, że pomysł jest nietrafiony. Tym bardziej, że (tajemnica Poliszynela) gdybyśmy chcieli tam zlokalizować lodowisko o wymiarach placu do bandy (jak zapewniają władze) wchodziłoby ono od wschodu - na ul. Królowej Jadwigi, a od zachodu na zatoczkę parkingową !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!(projekt do wglądu u Pani Beaty Płatosz - architekta miejskiego).

Link do całego wątku

Uważam też, że warto przemyśleć stworzenie odpowiedniego klimatu na całej twierdzy, a nawet na odcinku od mostu obrotowego do skrzyżowania z ul. Moniuszki za bramą kętrzyńską. Cóż stałoby na przeszkodzie, aby i obsługa mostu i pracujący na twierdzy ubrani byli w stroje z epoki XIX wieku (w wersji letniej), i po szlakach przechadzały się patrole w pruskich mundurach? Takie posterunki powinny stać także przy wjeździe od strony Kętrzyna, aby intrygować i zachęcać do odwiedzenia zabytku. Cóż stoi na przeszkodzie, aby co jakiś zorganizować przemarsze wojsk z centrum do Twierdzy? To na początek. Można to zrobić w zasadzie od zaraz. Uważam, że trzeba kontynuować formy inscenizacji (cieszy mnie i popieram pomysł, który także zgłaszałem 2 lata temu) i koniecznie wykorzystać udział giżyckich fortyfikacji w I wojnie światowej. Rocznica już za 2 lata!
Pewnym światełkiem w tunelu ma być renowacja laboratorium prochowego i stajni, na co otrzymaliśmy fundusze unijne. W laboratorium prochowym ma być muzeum broni (mam nadzieję, że będzie to prawdziwa placówka muzealna, a nie obiekt Pani Bronisławy – co mogłaby sugerować nazwa placówki), a w stajni sala wystawiennicza np. starych samochodów – o czym mówiła na spotkaniu Pani Dyrektor Łabuz. Ja natomiast słyszałem, że GCK nie będzie wcale tak łatwo spełnić wymagania właściciela pojazdów, choć mam nadzieję, że wystawa jednak będzie możliwa do zrealizowania (swoją drogą już niedługo w Giżycku prawdopodobnie odbędzie się bardzo ciekawa impreza również związana z motoryzacją… ale o tym w swoim czasie…).

Wracając jednak do spotkania… Rozmawiać trzeba – niewątpliwie. Jedak skoro już decyzje zapadły, skoro istnieją opracowania dotyczące przyszłości twierdzy – bardziej celowe wydaje się dyskutowanie o przyjętych rozwiązaniach. Idea spotkania jak najbardziej cenna, jednak odniosłem wrażenie, że dyskusja bardziej utrwaliła podziały niż doprowadziła do ich przełamania.

fot. atos

Zapis spotkania dostępny na gizycko.tv.

Opublikowano Kategoria | 4 komentarzy

XX sesja Rady Miejskiej

Najbliższa sesja Rady Miejskiej odbędzie się 17 maja 2012 r. tradycyjnie o 16:00 w sali konferencyjnej Urzędu Miejskiego. Porządek obrad jest dość krótki i w zasadzie w większości dotyczy nieruchomości. Są proponowane kosmetyczne zmiany w budżecie dotyczące remontu nabrzeża betonowego kąpieliska dla dzieci (choć wolałbym, aby ten beton raczej rozebrano niż naprawiano) i korekty w zakresie wynagrodzeń Straży Miejskiej (20.000 zł na nagrody jubileuszowe – dość pokaźna kwota, muszę przyznać).
Ponadto Pani Burmistrz proponuje wpisanie hipoteki na 2 nieruchomościach: zabudowanych kinem i przychodnią na ul. Wodociągowej. Ma być to zabezpieczenie pożyczki na przedsięwzięcia wodociągowe spółki Aglomeracja.
Rada zajmie się także użyczeniem nieczynnego węzła ciepłowniczego na urządzenie siłowni oraz użyczeniem policji działki na kojce dla psów. Poza tym sprawy PWiKu i MOPSu.

A już tydzień później (24 maja) o 16:00 Uroczysta Sesja Rady Miejskiej z okazji obchodów 400-lecia nadania praw miejskich… czyli rozpoczynamy obchody jubileuszu Giżycka.

Termin posiedzeń komisji:

  • Komisja Spraw Społecznych – 14.05.2012 r., godz.16.00
  • Komisja Finansów i Gospodarki – 15.05.2012 r., godz.16.00
  • Komisja Mienia Miejskiego – 16.05.2012 r., godz.15.30

Do pobrania:

Opublikowano Kategoria | 2 komentarzy

Stan sprawy:
skrzyżowanie Obwodowa / Świderska / Nowowiejska

Opublikowano Kategoria | Skomentuj

III spotkania z historią już w sobotę!

Pracownia Refleksji Społecznej przy Stowarzyszeniu Wspólnota Mazurska ZAPRASZA

na III spotkanie z historią z cyklu

Od niemieckiego Lötzen do polskiego Giżycka

Drogi z/do Giżycka

dr Robert KEMPA,

Wojciech ŁUKOWSKI, Jan SEKTA

Mazurzy, Niemcy dr Robert Kempa

Repatrianci, przesiedleńcy, Ukraińcy Jan Sekta

Społeczność giżycka Wojciech Łukowski

Od 1945 roku, gdy w styczniowy, mroźny dzień nieodwołalnie zakończyła się historia niemieckiego Lötzen i rozpoczęła historia miasta, które ostatecznie zostało nazwane Giżyckiem, upłynęło już 67 lat. Często tak bywa, że dopiero z takiego dystansu można spokojniej, obiektywniej przyjrzeć się wydarzeniom i procesom. Sądzimy, że nadszedł właśnie czas na rekonstrukcję Końca-Początku miasta, w którym żyjemy, z którym się utożsamiamy.

Także po to, aby układając się z przeszłością pełniej, wszechstronniej rozumieć teraźniejszość, spierać się o kierunki rozwoju. I po prostu czuć się giżycczanami.

12 maja 2012 roku (sobota)
godz. 18.00

Hotel MASOVIA Giżycko
ul. Dąbrowskiego 8

…zaprasza Krzysztof Kossakowski

Opublikowano Kategoria | Skomentuj

Jerzy Świerczek
„Ja tu byłem żołnierzem”, cz. 1

Wielkimi krokami zbliżają się obchody 400-lecia Giżycka, podczas których z pewnością będzie dużo wspomnień, porównań i mam nadzieję – refleksji. Niedawno otrzymałem bardzo ciekawy materiał od Pana Jerzego Świerczka – „ostatniego uzbrojonego żołnierza twierdzy” – jak sam siebie określił we wspomnieniach Pan Jerzy. Dzisiaj przedstawiam pierwszy fragment dość obszernych, jednocześnie niezwykle ciekawych, wspomnień… Szczególnie w kontekście planowanej na najbliższą środę debaty na temat przyszłości (a może i przeszłości?) giżyckiej twierdzy. Tymczasem oddajmy łamy mojego bloga autorowi owych wspomnień.


Były takie dwa lata.

Mroźna grudniowa noc. Ciężka lokomotywa z kierunku Tczewa z kilkoma pulmanami wtoczyła się na 2 peron stacji kolejowej Giżycko. A była to sobota 10 grudnia 1955 r koło godziny 22.
Skończył się cel naszej podróży. Takiej z przymusu. Na jak długo?. Co najmniej 24 miesiące. Ale ten czas może być wydłużony.
W tą noc wysiadło na giżyckim dworcu razem ze mną, co najmniej 9 cywili i dwóch umundurowanych żołnierzy, czyli cała nasza grupa. Można było przypuszczać, do Giżycka przyjeżdżają tylko przyszli rekruci.
Giżycko opuszczało tym pociągiem – dużo żołnierzy może pól kompanii – na urlop lub przepustkę, bo było widać radość a nie to, co u wysiadających.
Wychodzimy z dworca, aby zaszyć się w ciemne i uśpione miasteczko, pomimo braku oświetlenia ulicznego było jeszcze widać ciemne ruiny domów świadków ostatniej wojny. Pomimo, że już minęło 12 lat. Idziemy w nieznane.
Po paru minutach koniec miasta tylko po prawej stronie słabo oświetlone koszary. W duchu każdy myśli to jesteśmy na miejscu. Idziemy dalej, to jeszcze nie nasze koszary – odpowiada porucznik – przeczuwając nasze przypuszczenia. Wchodzimy jakby do lasu, pomimo śniegu jest ciemniej.
Droga a może to jeszcze ulica, lekko pnie się pod górę. Jeszcze 200 metrów – słychać naszego przewodnika. Dochodzimy do wielkiej bramy, co można było zauważyć w poświacie białego śniegu, który otulał wały i gąszcz krzaków i drzew. Brama solidnej budowy z zgrzytem nas przyjęła… jak się okazało na 12 miesięcy i silnym zatrzaśnięciem pożegnała mnie w początku stycznia 1957… na 50 lat.
Czas mijał. Minął XX wiek. Skończył się czas mej 40 letniej pracy zawodowej i 10 lat emerytury.
Ale myśl o tym grudniowym w 1955 dniu był zawsze w pamięci, co teraz dzieje się w tej byłej pruskiej twierdzy, która opuszczałem, jako ostatni uzbrojony żołnierz. Od tej chwili przestała być obiektem wojskowym. Miałem nadzieje, że te 50 lat nie zniszczyły solidnych murów. Chciałem tam pojechać.
Ale jak jechać w nieznane. Może już nikt nie pamięta, że w twierdzy była jednostka wojskowa. A jak pamięta, to nie był w środku. Brama do twierdzy dla cywili była zamknięta na cztery wrota, wartownika i biuro przepustek.
We wszystkim pomogła mnie ciekawość wertując strony w internecie.
Dowiedziałem się, że działa tam Towarzystwo Miłośników Twierdzy Boyen. Co to za nazwa Boyen? Co za nowa nie polska nazwa?
To mnie skłoniło do napisania listu.
„Jest jeszcze taki żołnierz, co w tej twierdzy służył, w czasach jak ona służyła wojsku.”
Miałem wrażenie, ze list mój będzie niezauważony, znajdzie się w koszu.
A tu dostaje zaproszenie na Święto Twierdzy, czyli 161 rocznicę rozpoczęcia budowy przez Prusaków tej budowli.
Opuszczałem w 1957 roku, jako uzbrojony żołnierz, to znaczy twierdza miała 112 lat jak przestała być obiektem militarnym. Czyli służyła 102 lata wojsku prusko – niemieckiemu i 10 polskiemu.
Z wielką radością zaproszenie przyjąłem, jak rozkaz wyjazdu – jak ten z 1955 roku.
I znów pociąg wjechał na peron stacji Giżycko. Już inny. Teraz już nie pieszo, ale taksówką pojechałem pod znaną mi bramę. Była to też godz. 10, ale rano w sobotę 9 września 2005.
Co łatwo można obliczyć – do 50 lat brakowało 2 miesięcy. A ten czas tak szybko przeleciał. Giżycko było teraz innym miastem. Miastem wypoczynku i sportów wodnych.
Tylko jak przejechałem kanał łączący dwa jeziora, było tak samo, może mniej zieleni. Czas się zatrzymał. Brama była otwarta. Tylko mniej wrót i nie było wartownika.
A przed blokiem, który nazywaliśmy „koszary” witał mnie tłum roześmianych kobiet biorących udział w Eurosabacie (czarownic). To zrobiło na mnie wielkie wrażenie.
W latach jak „należała do wojska” wstęp na teren naszej jednostki wojskowej był tylko dla mundurowych, jedyną panią, którą można było podziwiać to prowadząca kantynę. Ale była też żoną oficera.
Jestem na „swoim” placu. Przedstawiłem się prezesowi towarzystwa miłośników p. Wojciechowi Chodakowskiemu. Po chwili otoczyło mnie kilku redaktorów miejscowej prasy i redaktor Teleekspresu.
A najważniejsze dla mnie były słowa wypowiedziane przez prezesa do zebranych gości – „dzisiaj jest w śród nas b. żołnierz ludowego Wojska Polskiego, który jako ostatni opuszczał twierdzę w 1957.” Czułem się najważniejszą osobą w ten dzień święta twierdzy. A była to już 161 rocznica od wmurowania kamienia węgielnego.
Co było dla mnie ważne to, że miałem okazje nocować na „swej” sali, w której 50 lat temu mieszkałem, jako żołnierz elew 2 drużyny plutonu szkolnego.
Dwa dni minęły szybko i przyjemnie.
Ponowne zaproszenie. Na VII Zimowe Zdobywanie twierdzy Boyen. Jak nie pojechać? Przyjechałem 10 marca 2006. Teraz poczułem się znów „cywilnym” żołnierzem, bo na placu przed koszarowcem zaroiło się ludźmi w mundurach. Po raz 1 zobaczyłem na tym placu orkiestrę wojskową, 2 generałów i pułkowników i zawodników zdobywania.
Takie były moje silne wrażenia, gdy pan prezes poprosił, abym coś powiedział do zawodników to zabrakło mi słów, powiedziałem tylko – tu byłem 50 lat temu i coś jeszcze.
Po zawodach z rąk dowódcy 16 Pomorskiej Dywizji Zmechanizowanej gen. dyw. Zygmunta Sorokosza otrzymałem diament Odznaki 16 PDZ. To moje pierwsze w życiu tak bliskie spotkanie z generałem. Jakie to przyjemne usłyszeć słowa generała „panie kapralu – wręczam panu Diament Odznaki 16 Dywizji? (W dniu tym podobną odznakę otrzymał prezes TMTB pan Wojciech Chodakowski.) W 1956 roku tu zostałem odznaczony Odznaką Wzorowy Saper. Dwa wojskowe odznaczenia a 50 lat różnicy.
Mój drugi pobyt w twierdzy znów zrobił na mnie wielkie wrażenia.
Teraz tylko myślałem, czy dam radę jeszcze tu przyjechać jak otrzymam następne zaproszenie.
I doczekałem się, chociaż święto twierdzy odbyło się dopiero 28 – 29 października 2006. teraz pojechałem z żoną, aby pokazać jak tam jest, gdzie pełniłem służbę wojskową.
Teraz to była 162 rocznica istnienia twierdzy Boyen, oraz 50 rocznica polskiego października 1956.
Zabrałem też głos w temacie: „jeden miesiąc 1956 roku”, czyli o Polskim Wielkim Październiku u nas w koszarach.
Od którego czasu rozpoczyna się ocieplenie w polityce, (bez przelewania krwi w tym czasie – jak to miało miejsce na Węgrzech, gdzie parę tysięcy poległo).
Jak był tylko wolny czas – obchodziliśmy z żoną rozległy teren twierdzy i tu muszę stwierdzić, że dużo fragmentów twierdzy zobaczyłem po raz pierwszy.
Jest rok 2007. Otrzymuję zaproszenie na VIII Zimowe Zdobywanie Twierdzy dniach 23 do 24 marca.
Jak otrzymałem zaproszenie to trzeba jechać. Pomimo lekkiej niedyspozycji – po udarze mózgu – zjawiłem się. Aby podziwiać zmagania. Podarowałem na ręce prezesa twierdzy wykonana z drewna plakietkę symbolizującą symbole saperskie – minę i dwa topory z napisem „saperzy w twierdzy do 1957”.
Ja natomiast od przedstawiciela MON otrzymałem pamiątkowy zestaw noży i innych potrzebnych rzeczy np. kombinerki i inne. Przyjechałem też na 163 święto twierdzy w dniach 14 – 15 września 2007. Zasób pamiątek powiększył się, w tym paterę z mym nazwiskiem.
22 – 23 lutego 2008 znów stawiłem się na placu przed koszarowcem 1 na IX ZZTB. A tu szok dla mnie – pan prezes TMTB ogłasza, że ostatni żołnierz twierdzy giżyckiej otrzymuje w dowód uznania hełm tzw. „łapacz myśli”. Jest to wyróżnienie dla osób, którzy włożyły wkład dla dobra twierdzy.
Przez kilka chwil jestem w stalowym hełmie – w podobnym – gdy dziesiątki godzin spędziłem na warcie na terenie tej twierdzy, ale 52 lata temu. Na bramie, na majdanie, w sztabie przy tajnej kancelarii, czy piekarni w Wilkasach.
Bardzo mile wspominam wszystkie moje przyjazdy do Giżycka, gdzie tyle otrzymałem przyjemnych słów podziękowań od członków Towarzystwa Miłośników Twierdzy Boyen, które to towarzystwo jest gospodarzem twierdzy od roku, 1993 czyli 15 lat. Wszystko ma swój kres. Wychodzi umowa TMTB z właścicielem, czyli miastem. Decyzja radnych – trzeba zmienić dzierżawcę – za długo działają – od 1 września 2008 powierzają działaczom kultury. Kulturalny eksperyment. Teraz jak mi wiadomo TMTB od nowa w koszarowcu 2.
15 sierpnia 2008 skromnie obchodzono 165 święto twierdzy. Nie byłem.
14 marca 2009 znów byłem w śród swoich – murów, młodzieży i członków TMTB. Dziesiąte jubileuszowe ZZTB.
12 marca 2010 znów zaproszono na XI ZZTB, – co prawda zdobywanie odbywa się na okrojonym terenie twierdzy, bo nowy dzierżawca, jakim jest Giżyckie Centrum Kultury nie za bardzo popiera kulturę paramilitarną. Jednak ma to i dobre strony – wszystkie zmagania dobrze widoczne.
Bardzo przypadkowo byłem obecny na święcie twierdzy zorganizowanym przez GCK w dniach 19-20 08. 2010 Czyli 157 rocznica wmurowania kamienia węgielnego pod budowę twierdzy.
Teraz jeszcze pytanie? Czy jeszcze przekroczę bramę twierdzy Boyen.

cdn.

Opublikowano Kategoria | Skomentuj

Kończy się najdłuższy weekend nowoczesnej Europy

Pogoda dopisała, sezon można uznać za rozpoczęty! Myślę, że tradycję otwarcia mostu – jako symbolu początku sezonu zdecydowanie warto kontynuować i rozwijać. Giżycko bowiem niejako jest skazane na sukces chociażby z racji swojego unikatowego położenia; a takie osobliwości jak most obrotowy z odbudowanym zamkiem w tle zawsze będą atrakcyjnym obrazkiem dla mediów, które zapewnią nam część promocji. Oczywiście nie ma nic za darmo i nic nie jest dane raz na zawsze, dlatego dobrze by było, abyśmy tego, co mamy, sami nie psuli…
Kilka tygodni temu zespół kontrolny (P. Trejnis, A. Szocik) zauważył, że w Ekomarinie – często nazywanej najnowocześniejszym portem na Mazurach, droga prowadząca do slipu w zasadzie nie jest używana, ponieważ została niewłaściwie zaprojektowana. I właśnie tuż przed „majowym weekendem” można było się przekonać o słuszności owych spostrzeżeń.

Ekomarina

Jak wyraźnie widać na fotografii – obecnie pole namiotowe pełni rolę dojazdu do slipu, ponieważ pojazdy transportujące łodzie nie są w stanie zmieścić się w łukach drogi dojazdowej. Droga jest nieprzejezdna również dla podnośnika bramowego, który stacjonuje przy slipie. Niestety – po wcześniejszych koniecznych przeróbkach (np. skuwanie świeżo położonych posadzek, wykopy, brak sieci do transmisji danych itd.) trzeba chyba dopisać kolejny punkt do poprawki – „droga dojazdowa do slipu” oraz „naprawa nawierzchni trawiastej pola namiotowego”… Musimy zatem sporo jeszcze popracować, aby Ekomarina stała się naprawdę nie tylko nowoczesnym, ale przede wszystkim funkcjonalnym obiektem. I co najważniejsze – wyciągajmy wnioski i uczmy się. Można oczywiście prezentować pogląd, że to tylko drobiazgi… ale pamiętajmy, że duże rzeczy składają się z małych!

Opublikowano Kategoria | 1 komentarz

Najszczersze kondolencje

kondolencje

Opublikowano Kategoria | Skomentuj

Migawka dnia

COS OPO Giżycko

Opublikowano Kategoria | 1 komentarz

Wypowiedź dla radia

Opublikowano Kategoria | Skomentuj

List od mieszkańca

Panie Wojtku, przesyłam kilka zdjęć z naszych nowych inwestycji a nadzór nad nimi wciąż budzi nasze kontrowersje czy ktoś wreszcie ruszy naszych urzędników żeby sprawdzali stan rzeczy w naszym mieście czy tylko biorą pieniądze za siedzenie, chodzi mi o chodnik na ulicy Żeglarskiej nowy od strony budynków jak i pod kładką na pasażu nieszczęsny nasz ciek bo fontanną tego nazwać nie można. Chodzi mi o czystość niecki i siłę wyrzutu wody chyba na projekcie to trochę inaczej wyglądało?, jak i o połączenie chodnika miejskiego z polbrukiem inwestora, nie wiem czy to jest ciek na wody opadowe jak ktoś złamie nogę albo zwichnie to wtedy albo miasto albo inwestor będzie płacił odszkodowanie znając życie na pewno to miasto zrobi.
pozdrawiam

dane do mojej wiadomości


fot. mieszkaniec



fot. mieszkaniec


fot. mieszkaniec

Sprawy zostały zgłoszone do Urzędu. za kilka dni sprawdzę stan fontanny, a ws. chodnika i obrzeży odpowiedź opublikuję na blogu.

Opublikowano Kategoria | 6 komentarzy